Wśród marokańskich Berberów

PAULINA ANNA WOJCIECHOWSKA

Tabant, berberyjska wieś w Dolinie Szczęśliwych Ludzi

Jesteśmy u stóp jednego z najwyższych pasm Atlasu Wysokiego, Ighil Makun. Mieszkańcy ubrani są w tradycyjne stroje, wioski wyglądają pewnie niemal tak samo jak setki lat temu. Nie chcę używać tradycyjnego podróżniczego stwierdzenia “czas tu się zatrzymał” – zbyt wiele widziałam już takich “zaklętych w czasie” wiosek u podnóży wysokich gór. Bo czas tu przecież płynie – choć nowoczesne technologie docierają tu wolniej, choć na pierwszy rzut oka nie widać tu przejawów globalizacji – ludzie nie żyją przecież w kompletnej izolacji, a zachodzące we współczesnym świecie zmiany wpływają także na życie w tych podgórskich wioskach. Czasem dość brutalnie – kilkaset kilometrów dalej, u stóp Dżebel Toubkal (najwyższego szczytu Afryki Północnej, bardzo popularnego wśród turystów) członkowie ISIS zamordowali dwie turystyki ze Skandynawii. Na skutek tego morderstwa władze Maroka wprowadziły obowiązek korzystania z usług certyfikowanych przewodników w tamtym regionie Atlasu.

Na szlaku mijają nas Berberowie odziani w tradycyjne stroje, prowadzący swoje objuczone bagażem muły. Niektóre postaci wyglądają jak żywcem wyjęte z filmów o wojnach kolonialnych – a ja z miejsca czuję taki respekt, że nie mam odwagi nawet wyciągnąć aparatu, mogę tylko odpowiedzieć na pozdrowienie As salam alejkum. Berberowie zamieszkujący masyw Makun traktują nas, turystów wędrujących z własnymi pleckami i namiotami, z lekką rezerwą. Pozdrawiają – starsi tradycyjnie, młodsi częściej bon jour[1], ale raczej nie próbują wdawać się w konwersacje, choćby w zadanie kilku zwyczajowych pytań w stylu “skąd jesteśmy?” albo “jak nam się podoba w Maroku?”. Nie można tego przypisać zbyt dużej obecności turystów – podczas pięciu dni trekkingu spotykamy łącznie kilkanaście osób. Czytaj więcej

W Chorwacji bez zmian

MAURYCY MIETELSKI

W wyborach parlamentarnych w Chorwacji (5 lipca 2020 r.) ponownie zwyciężyła centroprawicowa Chorwacka Wspólnota Demokratyczna (HDZ), która będzie miała 66 reprezentantów w liczącym 151 miejsc Saborze. Oznacza to wzrost o pięć mandatów w porównaniu do wyborów sprzed czterech lat. Na drugim miejscu uplasowała się lewicowa koalicja Restart skupiona wokół Socjaldemokratycznej Partii Chorwacji (SDP). Jej reprezentacja w parlamencie zmniejszyła się o cztery mandaty (z 45 do 41 posłów).

Trzeci wynik uzyskał nacjonalistyczny Ruch Ojczyźniany Miroslava Škoro (DPMŠ), który powstał zaledwie kilka miesięcy temu i wprowadził do Saboru aż 16 posłów. Dokładnie 8 mandatów zdobyła konserwatywno-liberalna partia Most (strata pięciu mandatów), natomiast po raz pierwszy w chorwackim parlamencie zasiądzie siedmiu posłów lewicowo-zielonej koalicji „Możemy”. Ponadto mandaty uzyskało trzech polityków liberalnej partii Pametno, trzech działaczy Niezależnej Demokratycznej Partii Serbów (SDSS), po jednym przedstawicielu Chorwackiej Partii Ludowej – Liberalnych Demokratów (HNS-LD) i Partii Ludowej – Reformiści (NS-R), a także pięciu działaczy mniejszości narodowych. Czytaj więcej

Czas decyzji: Jean Castex receptą na kryzys wizerunkowy?

KAMIL DĄBRÓWKA

Ostatnie miesiące prezydentury nie będą miło wspominane przez Emmanuela Macrona. W styczniu bieżącego roku zmagał się z rosnącym niezadowoleniem społeczeństwa spowodowanym reformą emerytalną. Na początku marca Europę nawiedziła pandemia COVID-19, która w konsekwencji doprowadziła do destabilizacji państwa (zarówno pod względem gospodarczym, jak i funkcjonowania instytucji państwowych). W połowie marca odbyła się pierwsza tura wyborów samorządowych (municypalnych), co przyczyniło się do wzrostu zakażań wśród francuskich obywateli oraz fali krytyki wobec decyzji władz państwowych ze strony lekarzy i społeczeństwa. W maju tego roku partia Emmanuela Macrona straciła większość bezwzględną we francuskim parlamencie oraz pojawiły się pogłoski o konflikcie prezydenta z premierem Édouardem Philippem. Pod koniec czerwca miała miejsce druga tura wyborów municypalnych, która obnażyła słabą pozycję La République en marche (LREM) na poziomie samorządowym, pomimo sojuszy zawartych na czas kampanii. Kumulacja tych wszystkich wydarzeń powoduje, że Emmanuel Macron jest przedstawiany w negatywnym świetle i musi przebudować swoją strategię polityczną, jeśli poważnie myśli o walce o drugą kadencję w 2022 roku. Czytaj więcej

Francuskie wybory w cieniu pandemii

KAMIL DĄBRÓWKA

Nigdy w swojej historii francuskie wybory samorządowe nie były tak szeroko komentowane przez światowe media. Pierwsza tura, która odbyła się 15 marca 2020 r., wzbudza skrajne emocje wśród ekspertów i obywateli. Pandemia COVID 19 paraliżująca świat spowodowała, że po ponad dwóch tygodniach od przeprowadzonych wyborów, nie cichną dyskusje dotyczące zorganizowania pierwszej tury. Mnożą się również oskarżenia, posądzające prezydenta Macrona i francuski rząd o krótkowzroczne decyzje w czasie światowego kryzysu. Polityczne implikacje mogą być tragiczne w skutkach, tym bardziej, że wyniki pierwszej tury nie napawają optymizmem. Czytaj więcej

#zostańwdomu i czytaj z CIM! – cz. II

Zmuszeni do spędzenia w domu więcej czasu niż zazwyczaj, być może każdy z nas ma wreszcie okazję, aby sięgnąć po książki, które już od dawna zalegały na półce w kategorii „Do przeczytania”. Dzisiaj prezentujemy trzy pozycje, które być może nie wpisują się w kanon lektur miłośników stosunków międzynarodowych, ale z pewnością zachęcają do refleksji nad współczesną rzeczywistością: zmianami klimatu, prawami kobiet czy problematyką migracji międzynarodowych. Czytaj więcej

#zostanwdomu i czytaj z CIM!

Zmuszeni do spędzenia w domu więcej czasu niż zazwyczaj, być może każdy z nas ma wreszcie okazję, aby sięgnąć po książki, które już od dawna zalegały na półce w kategorii „Do przeczytania”. Dzisiaj prezentujemy (subiektywne) zestawienie publikacji o tematyce międzynarodowej, które czytają nasi eksperci, z nadzieją, że nasi czytelnicy znajdą w nim odrobinę inspiracji dla siebie. Czytaj więcej

Eksperci CIM zostają w domu, ale nie próżnują! #zostanwdomu

CIM

Światowa pandemia COVID-19 vel SARS-CoV-2 zmusiła przeważającą większość z nas do niemal literalnego przeniesienia naszego życia do sfery wirtualnej (i to z dnia na dzień). Kolejny tydzień nie tylko zdalnie pracujemy, ale i w ten sposób odwiedzamy muzea (w tym na żywo z przewodnikiem!), oglądamy przedstawienia teatralne i koncerty, ćwiczymy z instruktorem fitness, umawiamy się z rodziną i przyjaciółmi na pogawędki i gry online (np. HouseParty app), w końcu z czystszym – niż w normalnej sytuacji – sumieniem wylegujemy się przed TV, „nadrabiając Netflixowe zaległości”.

Więcej również czytamy: począwszy od śledzenia wiadomości o rozprzestrzenianiu się koronawirusa i jego wpływu na politykę i gospodarkę oraz reakcjach rządów i społeczeństw, przez coraz liczniejsze artykuły „jak żyć w czasach zarazy” i pierwsze próby analityczne podejmujące temat: „jak nasz świat będzie wyglądał po” [wyrugowaniu choroby]. Częściej sięgamy też po tematykę zupełnie z wirusem niezwiązaną… I tu wkracza Centrum Inicjatyw Międzynarodowych. Czytaj więcej

Włoskie epicentrum koronawirusa a europejska gospodarka

PAULINA ANNA WOJCIECHOWSKA

Zaplanowany od ponad miesiąca kilkudniowy wypad do Rzymu stoi pod znakiem zapytania. Koronawirus dotarł do Włoch. Media donoszą o kwarantannie, panice w sklepach, odwoływaniu lotów. „Lepiej nie lecieć” – słyszę co chwilę. Jako, że nie przepadam za panikowaniem, a lubię fakty liczby i tabelki – intensywnie śledzę te właśnie twarde informacje, w tym oficjalne z włoskiej strony. Wynika z nich jasno, że epidemia owszem jest – ale na północy. W chwili mojego odlotu (28 lutego) w całej prowincji Lacjum są 3 przypadki (pierwszy z nich to chińscy turyści z Wuhan), wszystkie 3 wyleczone. Wiem, że choroba raczej nie jest niebezpieczna dla względnie młodej, względnie zdrowej osoby, a ogólna śmiertelność wynosi 1-3%. Oczywiście nie chciałabym także nikogo zarazić, ale zdaje sobie sprawę, że przy obecnej „skali epidemii” prawdopodobieństwa jest niewiele. Moje obawy dotyczą więc nie tyle samego wirusa, co związanej z nim paniki – możliwości odwołania mojego powrotnego lotu lub prawdopodobnej obowiązkowej kwarantanny w szpitalu. Czytaj więcej

Słowacja bez Smeru?

MAURYCY MIETELSKI

Słowacki kodeks wyborczy pozwala na publikacje sondaży nie później niż na dwa tygodnie przed wyborami parlamentarnymi, zaplanowanymi na sobotę 29 lutego. Z ostatniego oficjalnego badania opinii publicznej wynikało, że pięcioprocentowy próg wyborczy przekroczy dziewięć ugrupowań, a zwycięstwo odniesie Kierunek – Socjalna Demokracja (Smer-SD). Na parę dni przed wyborami nowy sondaż opublikowały czeskie media. Wynika z niego, że w Radzie Narodowej znajdą się przedstawiciele siedmiu ugrupowań. Tym razem liderem badania nie jest jednak Smer, ale konserwatywna partia Zwyczajni Ludzie i Niezależne Osobistości (OĽaNO).

Polityczne zabójstwo

Przez lata wydawało się, że nikt nie jest w stanie zagrozić pozycji partii Smer i jej przewodniczącemu Robertowi Fico. Przełom nastąpił jednak przed prawie dwoma laty, gdy zamordowano dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczoną. W styczniu morderca Kuciaka przyznał się do winy, lecz tego samego odmawia biznesmen Marián Kočner oskarżony o zlecenie zabójstwa. Przedsiębiorca łączony jest właśnie ze Smerem, a cała sprawa zakończyła się dymisją Fico z funkcji szefa rządu. Na tym stanowisku zastąpił go Peter Pellegrini, będący w tych wyborach główną twarzą kampanii socjaldemokratów.

Pellegriniemu trudno odmówić błyskotliwości i sprawnego poruszania się w świecie mediów. Widać było jednak wyraźnie, że zarówno on, jak i jego ugrupowanie nie mają szczególnego pomysłu na budowanie pozytywnego przekazu. Z tego powodu Smer przede wszystkim atakował swoich konkurentów politycznych, publikując między innymi niewybredne klipy wyborcze uderzające w centroprawicową opozycję. Dodatkowo – chcąc uniknąć protestów – liderzy największego słowackiego ugrupowania właściwie nie organizowali spotkań z wyborcami, bądź też czynili to w absolutnej tajemnicy przed mediami. Czytaj więcej

Chorwaci zawiedzeni prawicą

MAURYCY MIETELSKI

Kolinda Grabar Kitarović nie została wybrana na drugą kadencję na stanowisku Prezydenta Republiki Chorwacji. W drugiej turze wyborów prezydenckich dotychczasowa głowa państwa uzyskała 47,33 proc. głosów, natomiast na jej rywala Zorana Milanovicia zagłosowało 52,67 proc. wyborców.

Znane twarze

Odbywające się na przełomie ubiegłego i bieżącego roku (22 grudnia 2019 r. – pierwsza tura, 5 stycznia 2020 – druga tura) wybory prezydenckie w Chorwacji różniły się od głosowania sprzed pięciu lat. Wówczas spośród trójki realnie liczących się w kampanii kandydatów wyróżniała się zupełnie nowa postać. Był nią Ivan Vilibor Sinčić – 24-letni student informatyki, który otrzymał blisko 16 proc. głosów. Teraz o najwyższy urząd w państwie ubiegała się trójka rozpoznawalnych kandydatów, mających za sobą wiele lat działalności publicznej. Czytaj więcej