Eskalacja amerykańsko-chińskiego konfliktu handlowego

Mikołaj Rogalewicz

Stany Zjednoczone od lat notują deficyt w bilansie handlowym z Chinami, który w 2017 r. wyniósł 375 mld dol. (Wartość amerykańskiego eksportu do Chin wyniosła 130 mld dol., a import z tego państwa 506 mld dol.) Wynika to z chińskiej wewnętrznej polityki gospodarczej, której głównym celem jest systemowe wspieranie sektora produkcyjnego. Polega ona m.in. na utrzymywaniu stałego kursu juana (CNY) do dolara amerykańskiego (USD) oraz niskich stóp procentowych dla dużego biznesu. Chińska polityka gospodarcza realizowana jest m.in. poprzez subsydiowanie sektora eksportowego, co prowadzi do wzrostu jego międzynarodowej konkurencyjności. Wysoki, długotrwały deficyt handlowy z Chinami stanowi dla USA poważny problem. Przywrócenie równowagi handlowej pomiędzy tymi państwami wymaga zaś reform po stronie chińskiej, w tym częściowego demontażu systemu subsydiowania sfery produkcyjnej i zwiększenia chińskiej konsumpcji wewnętrznej. Negocjacje w tej sprawie toczyły się w 2017 r. pomiędzy Donaldem Trumpem a Xi Jinpingiem, ale nie przyniosły Stanom Zjednoczonym zamierzonych rezultatów. Co prawda, podpisano szereg umów na sprzedaż amerykańskich produktów i usług o wartości 250 mld dol., ale według USA rząd ChRL nie wywiązał się z porozumień. Efektem tego była zmiana strategii prezydenta Trumpa wobec Chin, który od marca br. zwiększa napięcia poprzez wprowadzanie ceł na chińskie produkty.

Ważną częścią amerykańsko-chińskich stosunków gospodarczych jest rozwój technologiczny. Stany Zjednoczone są aktualnie największym źródłem nowoczesnych technologii oraz kapitału ludzkiego w sektorze IT dla ChRL. Współpraca oraz wymiana handlowa z USA w tym sektorze jest istotna dla Chin ze względu na realizowaną obecnie strategię „Made in China 2025”, w ramach której Chiny przeprowadzają reformy gospodarcze wykorzystując rozwiązania cyfrowe. Chcą prześcignąć USA jako światowego lidera technologicznego, w czym pomóc ma im rozwój sztucznej inteligencji, big data oraz sektora internetowego. Rząd w Pekinie wspiera więc rozwój wysokich technologii i wzrost pozycji chińskich firm, często kosztem przedsiębiorstw amerykańskich. Wsparcie polega m.in. na subsydiowaniu chińskich firm sektora high-tech oraz zakupach amerykańskich spółek technologicznych przez państwowe banki. Działania te dotyczą m.in. robotyki, biotechnologii, technologii kosmicznych, awiacji czy sztucznej inteligencji. Zmniejszenie dystansu technologicznego pomiędzy Chinami a USA jest zagrożeniem dla długofalowej konkurencyjności amerykańskiej gospodarki, dlatego USA podejmują działania, aby temu zapobiec. Przede wszystkim żądają, aby ChRL zmniejszyła subsydia dla sektora cyfrowego, blokują inwestycje chińskie oraz planują ograniczać prowadzenie przez Chińczyków badań na amerykańskich uniwersytetach. Nakładają też sankcje na chińskie koncerny podejmujące szkodliwe działania (z punktu widzenia USA). W kwietniu br. Stany Zjednoczone ogłosiły sankcje wymierzone w chiński koncern telekomunikacyjny ZTE, który przyznał się do potajemnej współpracy z Iranem. Nałożyły na niego karę w wysokości 890 mln USD, a departament handlu USA zakazał amerykańskim firmom na siedem lat sprzedaży ZTE komponentów i oprogramowania.

Eskalacja konfliktu

W marcu br. rząd USA rozpoczął zwiększanie presji na Chinach, grożąc wojną handlową poprzez wprowadzenie ceł na chińskie produkty. 23 marca zaczęły obowiązywać amerykańskie cła na stal i aluminium – wynoszące odpowiednio 25% i 10%.  Z punktu widzenia Chin nie miały one jednak dużego znaczenia, ponieważ ok. 90% chińskiego exportu stali do USA było już wcześniej obłożone cłami antydumpingowymi w ramach procedury WTO. Ponadto w 2017 r. Chiny dostarczały zaledwie ok. 6% importu stali i aluminium USA.  

W maju br. miała miejsce seria spotkań przedstawicieli USA oraz Chin, na czele z sekretarzem skarbu USA Stevenem Mnuchinem oraz wicepremierem do spraw gospodarczych Chin Liu He. Negocjacje te nie zapobiegły jednak wprowadzeniu kolejnych ceł na chińskie produkty przez USA, które zostały zapowiedziane pod koniec maja. Objęły one chińskie produkty wysoko-technologiczne, których szczegółowa lista została ogłoszona 15 czerwca. Część z nich weszła w życie już 6 lipca br. w postaci 25-procentowych taryf celnych nałożonych na import dóbr chińskich wartych 34 mld dol. rocznie, m.in. na bojlery, składniki do aparatów rentgenowskich czy opony samolotowe. Spotkało się to z natychmiastową odpowiedzią Chin, które wprowadziły cła na import amerykańskich dóbr o takiej samej wartości. Na chińskiej liście produktów sprowadzanych z USA, które zostały objęte taryfami, znalazły się m.in. soja warzywna, wieprzowina oraz pojazdy elektryczne.  Wielu ekspertów uznało te wydarzenia za początek wojny handlowej, tym bardziej że Donald Trump zapowiadał kolejne ograniczania w imporcie z Chin.

22-23 sierpnia doszło do rozmów w Waszyngtonie pomiędzy chińską delegacją, której przewodniczył  wiceminister  ds. handlu Wang Shouwen, a przedstawicielami USA z sekretarzem skarbu do spraw międzynarodowych Davidem Malpassem. Poruszono kwestie reform strukturalnych w Chinach, a także własności intelektualnej oraz rozwoju technologicznego. Rozmowy nie przyniosły jednak przełomu w konflikcie handlowym i 23 sierpnia weszły w życie kolejne amerykańskie cła na dobra chińskie (o wartości 16 mld USD), które objęły 279 kategorii produktów, w tym półprzewodniki, plastiki, chemikalia oraz sprzęt kolejowy. Podobnie jak cła wprowadzone w lipcu, spotkały się one z odpowiedzią Chin, która została zapowiedziana 8 sierpnia 2018 r. przez ministra ds. handlu Chin Zhong Shan. Ogłosił on wówczas wprowadzenie 25 procentowych ceł na dobra amerykańskie o łącznej wartości 16 mld USD, które miałyby objąć 333 towary, w tym samochody, motory i różnego rodzaju paliwa.

Brak porozumienia w sierpniowych rozmowach pomiędzy przedstawicielami USA oraz Chin może skutkować nałożeniem kolejnych ceł przez oba państwa. Stany Zjednoczone mogą nałożyć 10 procentowe cła na dobra chińskie o wartości 200 mld USD – Donald Trump groził takim rozwiązaniem jeszcze na początku lipca br., rozważając nawet opcję zwiększenia ich do 25%. Jeżeli USA zdecydują się na taki ruch, łączna wartość dóbr chińskich obłożonych amerykańskimi cłami będzie wynosiła 250 mld dol. (ok 50% całego importu z Chin). Istnieje duże prawdopodobieństwo, że USA zdecydują się na wprowadzenie tych taryf celnych w kilku seriach, tak jak to miało miejsce w przypadku wcześniejszych ceł, wprowadzonych w lipcu i sierpniu. Podjęcie takich działań przez USA spotka się na pewno ze zdecydowaną odpowiedzią Chin, które ogłosiły 3 sierpnia własną listę 5207 towarów importowanych z USA o wartości 60 mld dol., na które mogą zostać nałożone cła od 5 do nawet 25 procent. [1] Objęłyby one m.in. ciekły gaz ziemny (LNG). Ich wprowadzenie Chiny uzależniają jednak od działań USA.

Możliwy wpływ eskalacji konfliktu na rynek LNG

Według danych IHS Markit oraz oficjalnych chińskich statystyk rządowych Chiny były w 2017 r. drugim największym na świecie importerem gazu LNG. Przeciętny chiński import LNG wyniósł w zeszłym roku. 5 mld stóp sześciennych na dzień[2].  Chiny sprowadzają gaz ziemny poprzez gazociąg z Azji Środkowej oraz ciekły gaz ziemny poprzez dostawy morskie odbierane przez terminale LNG, których mają obecnie 17 w 14 różnych portach. W 2017 r. import gazu ziemnego odpowiadał za 40%, a LNG za ponad 50% całego zaopatrzenia chińskiego na gaz. Szacuje się, że w najbliższych 12 miesiącach chiński popyt na LNG znacznie się zwiększy, a w 2018 r. Chiny uplasują się na pierwszym miejscu w rankingu największych importerów LNG.

W 2021 r. Chiny mają być w stanie importować aż 11,2 mld stóp sześciennych LNG dziennie dzięki rozbudowie obecnych terminali, a także budowie nowych. Wzrost zapotrzebowania na LNG związany jest m.in. z chińską polityką wewnętrzną, która zakłada ograniczanie zużywania węgla, w celu redukowania zanieczyszczenia powietrza. Rząd chiński zamierza dokonać zmian w sposobie ogrzewania kilku milionów gospodarstw domowych w północnych prowincjach, które dotychczas stosują ogrzewanie węglem.

Ważnym celem polityki Donalda Trumpa jest sprawienie, aby USA stały się jednym z największych eksporterów LNG na świecie. Według szacunków U.S. Energy Information Administration (EIA) USA mogą uplasować się na trzecim miejscu w rankingu największych eksporterów LNG już w 2020 r.  Jest to możliwe dzięki ogromnym inwestycjom zakładającym budowę nowych terminali LNG, z których większość ma się znajdować na wybrzeżach Zatoki Meksykańskiej. USA liczą na zwiększenie eksportu ciekłego gazu ziemnego do Chin oraz państw Unii Europejskiej, które również mają w planach budowę kolejnych terminali.

W 2017 r. amerykański eksport LNG do Chin wyniósł 103 mld stóp sześciennych, [3] a w lutym br. Cheniere Energy (największa amerykańska spółka eksportująca LNG) podpisała długoterminową umowę na eksport LNG z chińską spółką państwową China National Petroleum Corporation (CNPC)[4].

Wprowadzenie ceł na amerykański LNG przez Chiny może spowodować zmniejszenie importu tego surowca przez chińskie spółki energetyczne. Cła te spowodowałyby wzrost cen amerykańskiego LNG, co mogłoby skłonić chińskie przedsiębiorstwa do szukania innych dostawców. Mogłoby to doprowadzić do zwiększenia dostaw gazu z Arabii Saudyjskiej czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W kolejnych latach Chiny mogą zwiększyć także import gazu ziemnego z Rosji. Sprowadzanie większych wolumenów będzie możliwe dzięki nowemu rurociągowi Power of Siberia, biegnącego ze wschodniej Syberii do Chin[5].

Potencjalne chińskie cła na amerykański LNG mogą też utrudnić Stanom Zjednoczonym realizację projektów zakładających budowę nowych terminali, ponieważ amerykańskie przedsiębiorstwa właśnie w Chinach widza przyszłego największego importera ich gazu.

Konflikt celny a reformy gospodarcze w Chinach

Konflikt handlowy ze Stanami Zjednoczonymi stawia Chiny w trudnej sytuacji w kwestii przeprowadzania reform gospodarczych. W ostatnim czasie Chiny zmagają się ze spowalniającą gospodarką oraz wysokim zadłużeniem. Zmniejsza się wskaźnik PMI (Purchasing Managers’ Index) dotyczący przemysłu, co oznacza spowalnianie tego sektora. Według oficjalnych państwowych danych w maju br. wynosił on 51,9, w czerwcu 51,5, a w lipcu 51,2.[6] Istotne jest jednak to, że na razie PMI utrzymuje się na poziomie powyżej 50 punktów, co jest granicą pomiędzy wzrostem a regresem. Niepokojąca dla Chin jest jednak jego tendencja spadkowa.

W ostatnim czasie Chiny podejmują działania mające na celu zmniejszenie długu publicznego, czego przejawem jest surowa polityka fiskalna oraz monetarna. Ścisłe regulacje mają przyśpieszyć proces oddłużania. Ważnym celem Chin na 2018 rok jest utrzymanie wzrostu gospodarczego na poziomie 6,5%[7]. Cel ten został potwierdzony pod koniec lipca br. w oświadczeniu przywódców chińskich, wystosowanym po obradach Politburo, najważniejszego ciała decyzyjnego Komunistycznej Partii Chin. Utrzymanie stabilnego wzrostu utrudnia jednak wzrost napięć w stosunkach z USA, który może bezpośrednio lub pośrednio spowodować obniżenie popytu w takich obszarach jak logistyka, handel hurtowy czy finansowanie handlu.

Amerykańskie taryfy celne mogą więc przyśpieszyć reformy chińskiej gospodarki. Planowane reformy gospodarcze dotyczą m.in. państwowych przedsiębiorstw, opodatkowania, przychodów oraz dystrybucji majątku. Rada Państwa Chińskiej Republiki Ludowej ogłosiła w lipcu br., że wicepremier Liu He, który jest  odpowiedzialny za kwestie handlowe, stanie na czele grupy, mającej na celu ulepszenie reform dotyczących przedsiębiorstw państwowych. Przedsiębiorstwa państwowe stanowią bowiem dużą część chińskich aktywów, ale są niewydajne, zadłużone oraz w większości skoncentrowane w sektorze przemysłu. Obecnie Chiny odchodzą od opierania się na produkcji przemysłowej, rozwijając branże nowoczesnych technologii. Dotychczasowe reformy państwowych przedsiębiorstw zakładają ich częściową prywatyzację. Przyśpieszenie reform gospodarczych może być trudne w realizacji, ponieważ ich skuteczne implementacja trwa zazwyczaj kilka lat. Rozwiązaniem dla zmniejszającego się wzrostu gospodarczego może być także złagodzenie polityki fiskalnej oraz monetarnej. Deprecjacja juana może zrekompensować straty w konkurencyjności eksportu chińskich eksporterów, ponoszone z powodu amerykańskich ceł. Działanie to mogłoby spowodować, że chińskie towary byłyby tańsze od amerykańskich. Mogłoby to podtrzymać stabilny wzrost gospodarczy, ale uniemożliwiłoby skuteczne redukowanie długu publicznego stanowiącego w Chinach poważny problem.


[1] Chiny zapowiadały wcześniej, że nie nałożą pierwsze ceł na import produktów z USA, ale zagroziły, że jeśli USA tego dokonają, to spotka się to ze stanowczą odpowiedzią.

[2] Dla porównania, Japonia, która w 2017 r. była największym importerem ciekłego gazu ziemnego, sprowadzała dziennie średnio 11 mld stóp sześciennych LNG.

[3] Co ciekawe, już w pierwszych miesiącach br. Chiny sprowadziły o 17% więcej gazu z USA, niż w całym 2017 r.

[4] Obecnie Cheniere Energy korzysta z terminalu Sabine Pass znajdującego się na południu stanu Luizjana.

[5] Jest on obecnie w trakcie budowy, którą realizuje Gazprom, posiadający monopol na eksport gazu ziemnego z Rosji. Nowy rurociąg ma być gotowy do końca 2019 roku.

[6] Pomiar PMI przeprowadzony przez Caixin/Markit wykazał, że w czerwcu br. wynosił on w Chinach 51, a w lipcu 50,8. Różnice wynikają stąd, że oficjalne badania państwowe skupiają się na dużych firmach oraz przedsiębiorstwach państwowych, a badania Caixin/Markit dotyczą głównie małych oraz średnich przedsiębiorstw.

[7] W pierwszym kwartale br. wyniósł on 6,8%, a w drugim 6,7%.

* Photo source: Wikimedia Commons


 Mikołaj Rogalewicz – student I roku Stosunków Międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim, aktywnie zaangażowany w działalność Koła Spraw Zagranicznych ISM UW,  w ramach którego m.in. pisze noty na mikrobloga. Działa w Demagogu, w którym zajmuje się fact-checkingiem i pisaniem analiz dotyczących wypowiedzi polityków. Zainteresowania związane ze sprawami międzynarodowymi: sytuacja polityczna związana z bronią jądrową, sytuacja polityczna na Bliskim Wschodzie i polityka zagraniczna USA.

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: