Wybory w USA – raport nr 1: „Sleepy Joe” czy „ President tweety”?

JAKUB GRACA

To już oficjalnie: w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, które odbędą się 3 listopada 2020 r. naprzeciw siebie staną: urzędujący prezydent Donald Trump (Partia Republikańska) oraz Joe Biden, kandydat Partii Demokratycznej. Zostali oni nominowani w drodze głosowania delegatów podczas konwencji partyjnych, które odbyły się na przestrzeni ostatnich 2 tygodni:

  1. Democratic National Convention (DNC) w dniach 17-20 sierpnia 2020 r. formalnie w Milwaukee (Wisconsin)
  2. Republican National Convention (RNC), nazywana także GOP Convention (skrót od Grand Old Party), zorganizowana w dniach 24-27 sierpnia 2020 r. formalnie w Charlotte (Karolina Północna), choć wiele przemówień zostało wygłoszonych np. z Waszyngtonu.

Kandydatem republikanów na wiceprezydenta (tzw. running mate) jest dotychczasowy wiceprezydent Mike Pence. Demokraci postawili na Kamalę Harris, byłą Prokuratorkę Generalną z Kalifornii, obecnie Senatorkę z tego stanu, która podczas prawyborów również ubiegała się o nominację partyjną, jednak wycofała się na wczesnym etapie.

O ile Mike Pence jest politykiem dobrze już znanym – Polacy zapamiętali go zapewne z uczestnictwa w 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej w Warszawie oraz z uczestnictwa w obchodach 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz w styczniu 2020 r. w Izraelu – to kandydatura Harris jest pewnym novum. Ma ona pochodzenie indyjsko-jamajskie, jest ciemnoskóra i (w przypadku zwycięstwa demokratów) ma realną szansę, żeby jako pierwsza kobieta zostać Prezydentem USA (Joe Biden ma 78 lat i jego kondycja psychiczna jest szeroko dyskutowana w USA, również w przychylnych mu mediach[1]). Jej start u boku Bidena został przez lewą cześć sceny politycznej przyjęty ze znacznym entuzjazmem.

System wyborczy  w USA

Wybory prezydenckie w USA to nie tylko wybór głowy państwa i głównodowodzącego sił zbrojnych (to drugie Amerykanie szczególnie lubią podkreślać dla dodania powagi urzędowi prezydenta – Commander-in-chief). W tym samym momencie wymieniona zostanie 1/3 senatorów oraz cała Izba Reprezentantów (nie licząc wyborów lokalnych). Dla przypomnienia: w Senacie większość posiadają obecnie republikanie, w Izbie Reprezentantów – demokraci. Przypadające co 4 lata wybory to zatem walka o większą stawkę niż sama prezydentura. Potencjalne zdobycie większości w obu izbach gwarantuje dużo większy komfort w rządzeniu państwem i wdrażaniu swojego programu.

System wyborczy w USA jest wyjątkowo skomplikowany. Głosować będą uprawnieni mieszkańcy 50 stanów + Dystryktu Kolumbii, którzy wyłonią elektorów. Ci z kolei zbiorą się w grudniu, aby formalnie wybrać nowego prezydenta. Wśród stanów można wyróżnić te, które są tradycyjnie demokratyczne (niebieskie) oraz te, które na ogół popierają republikanów (czerwone), ale najciekawszą grupę stanowią tzw. swing states i to tak naprawdę o nie toczy się walka. Są to przede wszystkim: Floryda, Pensylwania, Wisconsin, Michigan, Minnesota, Karolina Północna. Dany kandydat może w ostatecznym rozrachunku zebrać kilka milionów głosów więcej w skali całego kraju, ale jeśli wygra w kluczowych stanach i otrzyma wszystkie głosy elektorskie, to z powodzeniem wygra wybory. Tak było chociażby w 2016 roku.

I ostatnim elementem, który warto poruszyć w tym miejscu, są sondaże. Media często powołują się na sondaże ogólnokrajowe, które nie mają większego znaczenia. Istotne są sondaże stanowe, a zwłaszcza te z kluczowych stanów (battleground states[2]). O ile w ogóle założyć, że sondaże mają wielkie znaczenie – cztery lata temu Hillary Clinton jeszcze w dniu wyborów była zdecydowaną faworytką. Istnieją poważne podejrzenia, że od tego czasu metodologia tworzenia sondaży zasadniczo się nie zmieniła[3].

Sytuacja w kraju w 2020 r. – recap

Na przestrzeni ostatnich miesięcy wyraźną przewagę we wszystkich sondażach (i stanowych i ogólnokrajowych) miał Joe Biden, co było spowodowane przede wszystkim bardzo trudną sytuacją w kraju: kryzys zdrowotny (pandemia COVID-19), kryzys społeczny (protesty i zamieszki na tle rasowym) oraz kryzys gospodarczy (efekt wprowadzenia restrykcji związanych z pandemią). Jeszcze na początku lutego taki scenariusz wydawał się nieprawdopodobny – był to moment, w którym Donald Trump został oczyszczony z zarzutów postawionych mu w procedurze impeachmentu, dopiero co podpisany został w Białym Domu rozejm w wojnie handlowej z Chinami (strona chińska ustąpiła), a notowania 45. prezydenta były rekordowe.

Bardzo długo pandemia COVID 19 nie była traktowana przez Trumpa jako poważne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych (choć już pod koniec stycznia prezydent zakazał lotów z Chin do USA oraz powołał do życia White House Coronavirus Task Force, któremu przewodzić miał Mike Pence, jednak były to jedynie  środki zapobiegawcze[4]).

Kolejne miesiące, jak wiemy, zmieniły wszystko. W wyniku pandemii i wprowadzenia restrykcji, sytuacja gospodarcza kraju znacznie się pogorszyła (choć w USA spadek PKB w II kwartale br. był wyraźnie mniejszy niż w strefie euro), bezrobocie gwałtownie wzrosło, a prezydent znalazł się w ogniu krytyki za niewłaściwą – zdaniem komentujących – odpowiedź na kryzys zdrowotny. Do tego doszły problemy społeczne. Partia Demokratyczna, w której trwały prawybory, zaczęła zyskiwać na popularności.

Najpoważniejszym konkurentem dla Joe Bidena w prawyborach okazał się być polityczny weteran Bernie Sanders, który zalicza się do lewego skrzydła swojej formacji. Nie udało mu się jednak wykorzystać szansy, jaką dla lewicy stanowi kryzys gospodarczy oraz społeczny i przegrał z Joe Bidenem, który, jako polityk umiarkowany, od początku był bardziej atrakcyjny dla partyjnego establishmentu, dążącego przede wszystkim do odsunięcia od władzy Donalda Trumpa.

Kampania ostatnich miesięcy

Od początku nie było wątpliwości, że obaj kandydaci stanowią całkowite przeciwieństwo, zarówno jeśli chodzi o charakter, jak i strategię przedwyborczą. Kampania prowadzona podczas lockdownu oraz po jego zniesieniu jeszcze bardziej uwydatniła te różnice. Urzędujący prezydent spotyka się z wyborcami przy każdej możliwej okazji, dużo podróżuje po kraju, wielokrotnie ostentacyjnie ignorując zagrożenie ze strony nowego wirusa. Jest też wszechobecny w mediach. Bardzo chętnie prowokuje i wchodzi w spory z dziennikarzami i politykami. Posiada naturalną przewagę, jaką jest obecność na pierwszych stronach gazet z uwagi na piastowany urząd. Nie waha się wykorzystać zasobów państwowych do prowadzenia kampanii – przykładowo, tzw. acceptance speech ostatniej nocy konwencji republikanów wygłoszona została na Południowym Trawniku Białego Domu.

Tymczasem kandydat demokratów sumiennie stosuje się do zaleceń lekarzy, prowadzi kampanię ze swojego domu i komunikuje się ze światem poprzez nagrania umieszczane w sieci. Sztab prezydenta Trumpa wyśmiewa Bidena za tzw. basement campaign; z drugiej strony Biden krytykuje Trumpa za nieprzestrzeganie środków ostrożności w związku z pandemią i „pogłębianie podziałów społecznych”. Wielu obserwatorów zauważa, że Joe Biden zyskuje nie tyle na swoich działaniach (które są bardzo ograniczone), ale na tym, że nie jest Trumpem. Ten drugi mierzy się zaś przede wszystkim sam ze sobą oraz z kilkoma kryzysami jednocześnie. Najtrudniejszy czas dla Stanów Zjednoczonych, z punktu widzenia pandemii, przypadł na czerwiec i lipiec, kiedy Amerykanie musieli zmierzyć się z drugą falą zachorowań. Z drugiej strony, to w tym okresie nastąpiło wyraźne odbicie w obszarze zatrudnienia – tylko w czerwcu i w lipcu przybyło w USA ok. 6,5 mln miejsc pracy.

Konwencje partyjne

W momencie, w którym rozpoczynała się konwencja Partii Demokratycznej, szczyt odnotowywanych w skali dnia nowych przypadków COVID 19 należał już do przeszłości, a różnica między kandydatami w sondażach zaczęła się zmniejszać.

Obie konwencje znacznie się między sobą różniły. Demokraci swoją przeprowadzili w dużej mierze zdalnie (wirtualnie), a uczestnicy, którzy brali udział w spotkaniach w cztery oczy, zakładali maski. U republikanów przeciwnie – maski należały do rzadkości, a przemówienia wygłaszane były w miejscu organizowanej konwencji. Finalne przemówienie D. Trumpa zgromadziło bardzo liczne audytorium na terenie Białego Domu. Głosowanie delegatów u demokratów odbyło się wirtualnie, u republikanów zaś – osobiście.

Konwencja demokratów była bardziej zróżnicowana pod względem doboru mówców: dwaj byli prezydenci (B. Clinton oraz B. Obama), Michelle Obama czy też kilku czołowych republikanów popierających Bidena (John Kasich, Colin Powell). Na GOP Convention głównymi gwiazdami byli członkowie rodziny prezydenta oraz jego najbliżsi współpracownicy. Wystąpienie Sekretarza Stanu Mike’a Pompeo zostało nagrane na tle starej części Jerozolimy podczas jego wizyty w Izraelu i wyemitowane, kiedy on sam był w drodze z Izraela do Sudanu. Był to być może pierwszy raz w historii USA, kiedy urzędujący szef dyplomacji amerykańskiej wygłosił przemówienie na konwencji partyjnej, przez co został szeroko skrytykowany przez obserwatorów.

Tym niemniej, konwencja Partii Republikańskiej była obiektywnie ciekawsza: zorganizowana w większości fizycznie z udziałem mówców i publiczności, lepiej dopracowana technicznie, zrobiona z większym rozmachem, a przemówienia były bardziej wyraziste i przebojowe. Donald Trump obecny był w każdym dniu czterodniowej konwencji w dużym wymiarze czasowym, podczas gdy Joe Biden wystąpił tylko dwa razy podczas konwencji Partii Demokratycznej. Republikanie zebrali się po demokratach, co też dawało im przewagę psychologiczną.

W tym miejscu warto jednak odnotować, że końcowe przemówienie Bidena było, zdaniem wielu, najlepszym przemówieniem w jego karierze politycznej, podczas gdy przemówienie Trumpa było, jak na jego możliwości, niewyróżniające się. Dla przeciwwagi – podczas 4 dni konwencji demokratów Biden przebywał cały czas w miejscu zamieszkania, a Trump w tym czasie odwiedził 3 stany (Minnesota, Wisconsin i Arizona).

Konwencje były także okazją dla wschodzących gwiazd amerykańskiej polityki do pokazania się szerszej publice. Po stronie republikanów wyróżniła się Nikki Haley, była ambasador USA przy ONZ, która od kilku lat uważana jest za potencjalną kandydatkę na prezydenta w 2024 r. oraz Daniel Cameron, 34-letni czarnoskóry Prokurator Generalny Kentucky, który w bardzo elegancki, a jednocześnie dobitny i przekonujący sposób podniósł wątek rasowy[5]. Po stronie demokratów ciekawie zaprezentował się senator Cory Booker; z drugiej strony zawiodła Alexandria Ocasio-Cortez, która wygłosiła pochwałę Berniego Sandersa i symbolicznie nominowała go na kandydata demokratów w nadchodzących wyborach[6].

Warto dodać, że obie konwencje cieszyły się dużo mniejszą oglądalnością niż w roku 2016, co można wytłumaczyć ich wirtualnym charakterem. Konwencja demokratów przyciągnęła wyraźnie więcej widzów; jedynie dzień, w którym przemawiała Melania Trump, okazał się większym sukcesem telewizyjnym dla republikanów. Dane nie uwzględniają jednak transmisji online.

Okoliczności towarzyszące i podsumowanie

Biorąc pod uwagę dynamikę roku 2020, naiwnie byłoby sądzić, że czas konwencji partyjnych przebiegnie spokojnie. Podczas RNC, w mieście Kenosha w stanie Wisconsin policjant postrzelił czarnoskórego mężczyznę. Nie wnikając  w szczegóły zajścia, wywołało ono falę protestów w wielu stanach, a przede wszystkim w Wisconsin. Prezydent Trump zdecydował się wysłać siły federalne na miejsce zdarzenia. Przemówienia, w których republikanie chętnie poruszali wątek rasowy ze swojej perspektywy, wybrzmiały w świetle aktualnych wydarzeń jeszcze mocniej.

Pomimo faktu, że Joe Biden, prowadzi we wszystkich sondażach, jego przewaga się zmniejsza. Według RealClearPolitics w kluczowych stanach wyniosła ona w dniu 30 sierpnia ok. 2,7%. Biorąc pod uwagę wiarygodność sondaży, można wątpić, czy ma to jakiekolwiek znaczenie. Zostały dwa miesiące, a to bardzo dużo czasu, zwłaszcza w realiach amerykańskich, gdzie dynamika wydarzeń jest ogromna.

Biden stawia na minimalizm w działaniu, który jak do tej pory przynosił mu korzyści i wygląda na to, że nie ma lepszego pomysłu na kampanię. Trump wręcz przeciwnie – działa na pełną skalę i to się raczej nie zmieni przez kolejne dwa miesiące. 29 września odbędzie się pierwsza z trzech debat przedwyborczych. W ostatnich dniach demokratka Nancy Pelosi, Speaker Izby Reprezentantów, zasugerowała Bidenowi, aby zbojkotował debaty, argumentując, że Trump jest kłamcą i swoimi działaniami udowodnił, że jest niegodny sprawowania urzędu prezydenta. Biden jednak jednoznacznie stwierdził, że stanie do debat.

Kolejny raport z wydarzeń kampanijnych – już wkrótce!


Autor na bieżąco komentuje kampanię wyborczą w Stanach na twiterze:  @graca_jakub 


[1] Przykładowo: wywiad dla telewizji ABC z dnia 23.08.2020 (https://people.com/politics/biden-laughs-off-trumps-attempt-to-paint-him-as-senile-watch-me-mr-president-watch-me/, dostęp: 25.08.2020) czy wywiad dla CBS z dnia 5.08.2020 (https://abc3340.com/news/nation-world/biden-on-cognitive-test-why-the-hell-would-i-take-a-test, dostęp: 25.08.2020).

[2] Inne określenie na kluczowe stany, w przybliżeniu pokrywają się one ze wspomnianymi już swing states (w przypadku wyborów w 2020 r. do battleground states można dodać Arizonę, która w poprzednich dekadach była zdecydowanie republikańska, ale to się zmieniło, więc nie jest tradycyjnie stanem swing (wahającym się, zmiennym), lecz jest ważnym polem bitwy (battleground)).

[3] Dyskusja na ten temat trwa od 2016 r., w ostatnich dniach pojawiły się badania CloudResearch, z których wynika, że wyborcy republikańscy i niezależni dwukrotnie częściej są skłonni ukrywać swoje poglądy w rozmowie z ankieterem, co sprawia, że sondaże nie są wiernym odzwierciedleniem preferencji wyborców (https://www.bloomberg.com/news/articles/2020-08-28/new-study-suggests-polls-are-missing-shy-trump-voters?fbclid=IwAR290WnxysYPL0bg2IKua8GT8kJ18nE_JUvmmrlblpgWAKDFQz9YLp95ldA, dostęp: 30.08.2020).

[4] 31 stycznia 2020 r., kiedy prezydent Trump zakazał podróży z Chin, w USA było 7 zdiagnozowanych przypadków COVID-19 (https://en.wikipedia.org/wiki/Timeline_of_the_COVID-19_pandemic_in_January_2020, dostęp: 30.08.2020).

[5] “Mr. VP, look at me. I am Black. We are not all the same, sir. I am not in chains. My mind is my own. And you can’t tell me how to vote because of the color of my skin” (https://www.youtube.com/watch?v=FuBHecxGSl8, dostęp: 28.08.2020).

[6] „In a time when millions of people in the United States are looking for deep systemic solutions to our crises of mass evictions, unemployment, and lack of health care, and ​espíritu del pueblo​ and out of a love for all people, I hereby second the nomination of Senator Bernard Sanders of Vermont for president of the United States of America.” (https://www.youtube.com/watch?v=ESAjMpqe3OM, dostęp: 25.08.2020).


Zdjęcia użyte w nagłówku: wikimedia.commons


Jakub Graca – Magister stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Jagiellońskich w Krakowie; studiował także filologię orientalną (specjalność: arabistyka). Działał w kilku organizacjach studenckich: Centrum Młodych Dyplomatów przy UJ, Koło Studentów Stosunków Międzynarodowych UJ  oraz Koło Arabistów UJ . Uczestniczył w symulacjach obrad ONZ (Model United Nations) w Barcelonie. Odbył praktykę w ambasadzie RP w Ottawie. Po studiach pracował przez pewien czas w sektorze businessu, po czym wrócił do “branży”.  Zainteresowania badawcze: Stany Zjednoczone, relacje USA-Europa, polityka zagraniczna RP. Twitter: @graca_jakub

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: