Matteo Salvini – kulisy sukcesu

MICHAŁ KĘDZIERSKI

Niemal dokładnie rok temu (maj 2018 r.) liderzy Ruchu Pięciu Gwiazd oraz Ligi, Luigi Di Maio i Matteo Salvini, ogłosili osiągniecie porozumienia w sprawie powołania koalicyjnego rządu we Włoszech, na czele którego stanął Giuseppe Conte. Chociaż w wyborach parlamentarnych, które odbyły się 4 marca, partia Salviniego osiągnęła bardzo dobry wynik (17.69% – aż o 13.59% więcej niż w 2013 roku), wchodziła do koalicji jako wyraźnie słabszy partner. Na zwycięzcę wyborów, Ruch Pięciu Gwiazd, swój głos oddało bowiem aż 32.22% Włochów. Salvini, który po wyprzedzeniu Forza Italia, partii Silvio Berlusconiego, został liderem włoskiej centroprawicy, musiał zrezygnować z ambicji zostania szefem rządu i zadowolić się funkcjami ministra spraw wewnętrznych i wicepremiera. Jak się okazało, nie był to bynajmniej koniec dobrej passy polityka włoskiej prawicy. Już kilka miesięcy później stał się nie tylko najbardziej popularnym politykiem we Włoszech, ale także czołową postacią europejskiej sceny politycznej i gwiazdą prawicy. Czytaj więcej

Reklamy

Kanclerz Kramp-Karrenbauer? Nie tak szybko

Michał Kędzierski

Informacja o zwołaniu przez przewodniczącą CDU Annegret Kramp-Karrenbauer nadzwyczajnej narady prezydium partii na 2-3 czerwca, czyli na tydzień po wyborach do Parlamentu Europejskiego, bardzo zainteresowała polityków i dziennikarzy w Niemczech. Na nowo rozgorzały trwające już kilku miesięcy spekulacje o rzekomo przygotowywanym przez kierownictwo CDU scenariuszu ustąpienia Angeli Merkel z funkcji kanclerza Niemiec na rzecz szefowej partii Annegret Kramp-Karrenbauer (nazywaną przez dziennikarzy AKK). To właśnie po październikowych wyborach do heskiego Landtagu (a przed posiedzeniem prezydium CDU) jesienią 2018 roku Angela Merkel ogłosiła rezygnację z ubiegania się o przywództwo w partii, co ostatecznie utorowało drogę do przejęcia funkcji przewodniczącej przez AKK na zjeździe partii w grudniu. [1] Czytaj więcej

Decydujący rok dla SPD

MICHAŁ KĘDZIERSKI

2018 był rokiem pełnym trudnych doświadczeń dla niemieckich socjaldemokratów. Niemal dwanaście miesięcy temu członkowie SPD podjęli decyzję o przystąpieniu do kolejnej koalicji z CDU/CSU, mimo iż parę miesięcy wcześniej (po historycznej klęsce w wyborach do Bundestagu) ówczesny przewodniczący partii Martin Schulz przy aplauzie zgromadzonych zapewniał, że do odnowienia sojuszu z chadecją nie dojdzie. Socjaldemokraci chcieli przejść do opozycji i przeprowadzić gruntowną odnowę programową oraz wyłapywać i nagłaśniać błędne decyzje nowego „jamajskiego” rządu Angeli Merkel[1], odbudowując przy tym poparcie dla partii. Wobec porażki negocjacji koalicyjnych chadeków z liberałami i zielonymi oraz widma przedterminowych wyborów, SPD ostatecznie przystąpiła jednak do rozmów z CDU/CSU. W atmosferze głębokiego podziału członkowie partii – z obawy przed oskarżeniem o uchylenie się od odpowiedzialności – przegłosowali wejście do rządu. Czytaj więcej

Nowy start czy falstart?

MICHAŁ KĘDZIERSKI

22 stycznia 2019 r. w Akwizgranie kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Emmanuel Macron podpisali niemiecko-francuski traktat o współpracy i integracji. Ceremonia odbyła się w 56. rocznicę zawarcia Traktatu Elizejskiego (1963 r.), który stał się nie tylko fundamentem rozwoju bliskich stosunków niemiecko-francuskich po II wojnie światowej, ale także wyrazem pojednania i przyjaźni między narodami po latach wyniszczających wojen. Wybór Akwizgranu, niegdysiejszej stolicy państwa Karola Wielkiego, jako miejsca podpisania nowego traktatu nie był przypadkowy. W ten sposób wysłano sygnał, że Francja i Niemcy nawiązują do czasów wspólnej państwowości i zaznaczono wagę współpracy obu tych państw dla przyszłości integracji europejskiej. Czytaj więcej

Kto zastąpi Merkel?

MICHAŁ KĘDZIERSKI

Po wyborach w Hesji (28.10.2018 r.), w których Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU) zanotowała wynik o ponad 11 punktów proc. gorszy niż przed pięcioma laty, kanclerz Angela Merkel ogłosiła, że nie będzie ubiegać się ponownie o funkcję przewodniczącej partii. Kierująca partią nieprzerwanie od 2000 roku Merkel zapowiedziała jednak, że zamierza pozostać na stanowisku kanclerza do końca kadencji w 2021 roku. Nowe kierownictwo członkowie CDU wybiorą na krajowym zjeździe partii, który odbędzie się 7 grudnia w Hamburgu. Czytaj więcej

Niemiecko-turecka odwilż

MICHAŁ KĘDZIERSKI

Ostatnie lata w relacjach Niemiec i Turcji naznaczone były pogłębiającym się kryzysem. Po nieudanej próbie puczu w Turcji latem 2016, doszło do aresztowań tysięcy osób, które tureckie władze oskarżały o wspieranie terroryzmu. Wśród zatrzymanych znalazło się ponad 30 obywateli RFN, w tym znani aktywiści i dziennikarze. Turecki rząd długimi miesiącami pozostawał głuchy na apele Berlina o ich uwolnienie, co w Niemczech wywoływało irytację i prowadziło do oskarżeń o branie zakładników politycznych, a samego prezydenta Erdogana określano mianem „porywacza”.

Sam turecki przywódca gwałtownie reagował na płynącą z Niemiec krytykę o autorytarną przebudowę Turcji, niejednokrotnie nazywając przedstawicieli niemieckiego rządu „faszystami”, „nazistami” lub „poplecznikami terroryzmu”. Kiedy zaś rząd w Berlinie odmówił tureckim politykom występów publicznych w Niemczech w czasie tureckiej kampanii wyborczej, prezydent Erdogan wezwał ponad 3 miliony Niemców tureckiego pochodzenia do bojkotu wyborów do Bundestagu, przekonując, że niemieckie elity są „wrogami Turcji”. To z kolei wywołało niezadowolenie niemieckich władz. To tylko kilka przykładów tego, jak jeszcze niedawno zatruta była atmosfera wzajemnych relacji. Czytaj więcej

Manfred Weber – Niemiec na czele Komisji Europejskiej?

MICHAŁ KĘDZIERSKI

W środę 5. września Manfred Weber ogłosił, że ubiega się o rolę lidera Europejskiej Partii Ludowej (EPL) w kampanii przed przyszłorocznymi wyborami do Parlamentu Europejskiego (PE) oraz – co za tym idzie – o nominację swojej frakcji na kandydata na przewodniczącego Komisji Europejskiej (KE). Podobnie jak w 2014 roku, frakcje w PE wybiorą  na czas kampanii wyborczej „wiodących kandydatów” (nazywanych z jęz. niem. Spitzenkandidat), spośród których po wyborach w drodze głosowania w PE miałby zostać wybrany przyszły zwierzchnik KE. Tą drogą urząd objął cztery lata temu Jean-Claude Juncker (także z EPL).

Manfred Weber, który jest wiceszefem bawarskiej partii CSU, od 2014 roku pełni funkcję przewodniczącego frakcji EPL, największej w Parlamencie Europejskim. Dzięki temu należy do ścisłej brukselskiej elity koordynującej bieżące działania unijnych instytucji. Według doniesień z otoczenia niemieckiego polityka, Weber miał już 2 lata temu rozpocząć starania o nominację swojej frakcji na kandydata na szefa KE. W 2016 roku zrezygnował z kandydowania na funkcję przewodniczącego PE, oddając pole innemu politykowi z frakcji EPL – Włochowi Antonio Tajaniemu. Zaczął on wtedy serię spotkań z liderami partii należących do EPL oraz szefami rządów w celu wysondowania poparcia dla swoich planów. Czytaj więcej

WŁOCHY: WYBORY W CIENIU KRYZYSÓW

Michał Kędzierski

W niedzielę 4 marca Włosi pójdą do urn, żeby wybrać swoich przedstawicieli do parlamentu. Tegoroczne wybory odbywają się według nowej, uchwalonej w październiku 2017 roku mieszanej ordynacji wyborczej, zgodnie z która 36% deputowanych w obu izbach zostanie wybranych w okręgach jednomandatowych, a reszta w systemie proporcjonalnym w okręgach wielomandatowych. Nowa ordynacja, w przeciwieństwie do poprzedniej, premiuje partie wchodzące w skład koalicji. Według poprzedniego systemu zwycięska partia otrzymywała „premię” (w postaci dodatkowych mandatów), która umożliwiała jej samodzielne stworzenie rządu. Czytaj więcej

WYSOKA CENA ZA CZWARTĄ KADENCJĘ

MICHAŁ KĘDZIERSKI

W środę 7 lutego 2018 roku negocjacje koalicyjne w Niemczech dobiegły końca. Liderzy trzech partii mających utworzyć nowy/stary rząd, czyli Angela Merkel (CDU), Horst Seehofer (CSU) i Martin Schulz (SPD), po całonocnym maratonie negocjacyjnym ogłosili porozumienie ws. treści umowy koalicyjnej oraz podziału resortów. Tym samym, droga do utworzenia nowego rządu, na który Niemcy czekają od września 2017 roku, znalazła się na ostatniej prostej. Wyniki negocjacji muszą zatwierdzić jeszcze poszczególne partie. CSU ten krok ma już za sobą, CDU decyzję podejmie na kongresie partyjnym 26 lutego, SPD zaś o wejściu do rządu zadecyduje w drodze powszechnego głosowania wszystkich członków, które rozpocznie się 20 lutego, a zakończy 2 marca. Wyniki zostaną ogłoszone po dwóch dniach od zakończenia głosowania.

CDU oddaje kluczowe resorty na rzecz SPD i CSU

Od początku rozmów w sprawie odtworzenia tzw. Wielkiej Koalicji było jasne, że negocjacje nie będą łatwe, bo socjaldemokraci będą potrzebowali wyraźnych sukcesów negocjacyjnych, żeby do koalicji przekonał członków krytycznie nastawionych do rządzenia z chadekami[1]. Niewiele zabrakło nawet, żeby do negocjacji w ogóle nie doszło, kiedy 21 stycznia delegaci SPD większością ledwie 56% głosów zgodzili się na ich rozpoczęcie.

Prace nad tekstem umowy koalicyjnej przebiegły jednak dość sprawnie. Kwestia podziału resortów pozostała jedną z ostatnich do omówienia. Wówczas Martin Schulz miał postawić sprawę na ostrzu noża. Zażądał dla SPD sześciu ministerstw, w tym kluczowe resorty finansów, spraw zagranicznych oraz pracy i polityki społecznej. CDU nie chciała jednak rezygnować z prestiżowego Ministerstwa Finansów, które miała w swojej puli przez ostatnie 8 lat. Dla Schulza miał to być jednak warunek niepodlegający negocjacjom. Twierdził, że bez tego resortu nie przekona sceptycznych członków do poparcia koalicji. Sytuację dodatkowo skomplikował Horst Seehofer, który zażyczył sobie, by jeden ze wspomnianych resortów przypadł CSU. Według nieoficjalnych informacji, negocjacje były wówczas bliskie upadku, ponieważ żadna strona nie chciała ustąpić. Nad ranem Bawarczycy mieli ostatecznie zmienić stanowisko i zażądać Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, obsadzonego dotychczas przez polityka CDU. Wówczas Merkel ustąpiła i zgodziła się na oddanie prestiżowych resortów za cenę podpisania porozumienia.

CDU: Fala oburzenia i krytyki pod adresem Merkel

Utrata ministerstw finansów i spraw wewnętrznych wywołała oburzenie w szeregach chadeków. Odpowiadają one bowiem za kwestie finansowo-gospodarcze i bezpieczeństwa wewnętrznego, bardzo ważne dla realizacji programu politycznego partii. „To polityczny błąd” – skomentował Christian von Stetten, wpływowy poseł chadeków. Utrata tych resortów „godzi w sam rdzeń CDU” – dodał jego kolega Carsten Linnemann. Obaj reprezentują ważne gospodarcze skrzydło partii. Zdaniem Norberta Röttgena (również posła CDU) partia wskutek podziału resortów zostaje „strukturalnie osłabiona” i „traci wpływy”. „Wciąż przynajmniej mamy Urząd Kanclerski” – zatwittował ironicznie inny deputowany CDU Olaf Gutting, dając wyraz przeświadczeniu, że Angela Merkel zapłaciła kosztem partii wysoką cenę, żeby utrzymał własne stanowisko i został kanclerzem po raz czwarty.

Zdaniem krytyków porozumienia Angela Merkel, bojąc się fiaska rozmów i wynikających z niego konsekwencji (również personalnych), dała się ograć Schulzowi i Seehoferowi. Podczas decydującej fazy negocjacji pokazała swoją słabość i podatność na polityczny szantaż. „Pół dnia więcej i oddaliby nam także urząd kanclerski” – zakpił po zakończeniu negocjacji sekretarz generalny SPD Lars Klingbeil. Podział resortów pokazuje dobitnie, że CDU nie poszła jedynie na bolesny kompromis, lecz najzwyczajniej ustąpiła przed żądaniami potencjalnych koalicjantów. Utraty MF i MSW nie rekompensują znacznie mniej istotne ministerstwa gospodarki i rolnictwa, które w wyniku negocjacji przejdą pod kierownictwo chadeków. CDU w przeciwieństwie do SPD i CSU jest oczywistym przegranym uzgodnionego podziału resortów.

CDU już przygotowuje się na „czas po Merkel”

Niezadowolenie z propozycji podziału ministerstw unaocznia coraz głębszy rozdźwięk między przewodniczącą CDU Angelą Merkel a jej partią. Słaby wynik wyborów do Bundestagu, w których chadecy uzyskali jedynie 33% głosów (najgorszy wynik w historii) oraz fiasko rozmów koalicyjnych z liberałami i zielonymi doprowadził do głębokiego kryzysu autorytetu szefowej niemieckiego rządu. Już od kilku miesięcy otwarcie spekuluje się o końcu „ery Merkel” i wypatruje wymiany pokoleniowej w CDU[2].

Rozczarowujący wynik negocjacji z CSU i SPD gwałtownie nasilił w ostatnich dniach debatę o potrzebie odnowy programowej i personalnej chadeków. „Musimy już teraz przemyśleć, jak zorganizujemy się personalnie bez Merkel” – powiedział bez ogródek zaliczany do krytyków szefowej CDU poseł Klaus-Peter Willsch, przestrzegając przy tym, że nowa kadencja Bundestagu może zakończyć się przed terminem.

Debata o następcy lub następczyni Merkel rozkręciła się już na dobre, o czym świadczy chociażby fakt, że Jens Spahn, zaliczany do grona potencjalnych kandydatów do schedy po Merkel, na pytanie o to, czy jest w partii ktoś, kto mógłby przejąć pałeczkę od wieloletniej szefowej CDU, oznajmił przekornie, że „zawsze ktoś się znajdywał”. Chociaż nikt jeszcze nie domaga się od Merkel szybkiego ustąpienia, to nasilenie dyskusji o jej schedzie jest najlepszym symptomem tego, że rozpoczął się już okres przejściowy do „czasu po Merkel”.

Sama Merkel, chcąc rozładować krytyczne nastroje wewnątrz partii, zapowiedziała odmłodzenie gabinetu i zgodziła się na wybór ministrów z ramienia CDU jeszcze przed kongresem partyjnym 26 lutego, na którym chadecy zagłosują nad wejściem do koalicji. Początkowo chciała uczynić to po uzyskaniu zgody partii na wejście do koalicji, co dałoby jej więcej swobody w doborze ministrów. Ustąpienie w tej kwestii jest kolejną oznaką osłabienia jej pozycji wewnątrz partii.

Spahn: Nie żyjemy przecież w monarchii

Jednocześnie Merkel zapowiedziała jednak w wywiadzie dla telewizji ZDF, że zamierza sprawować urząd przez pełną kadencję do 2021 roku oraz że do tego czasu nie zrezygnuje z kierowania partią. Otwarte pozostaje pytanie, czy przeżywająca kryzys partia jej na to pozwoli. Obok utraty ministerstw jej członkowie od miesięcy przyglądają się topniejącemu poparciu. W najnowszym sondażu spadło ono poniżej granicy 30%. „Nie żyjemy przecież w monarchii, w której samemu reguluje się swoje następstwo” – ostrzegł Jens Spahn.

Jeśli SPD w wewnętrznym głosowaniu zadecyduje o wejściu do koalicji z chadekami, Merkel rozpocznie swoją czwartą kadencję na stanowisku kanclerza bardzo osłabiona. Za kulisami będą trwały przygotowania do przejścia do „czasu po Merkel” i wewnętrzna walka o jej schedę. Okres, w którym jednoosobowo mogła podejmować decyzje, bazując na swojej popularności, dawno minęły. Jest już jedynie kwestią czasu, kiedy wewnątrz CDU dojdzie do politycznego przesilenia, które przyniesie wymianę lidera i być może także kanclerza. Biorąc pod uwagę sytuację w SPD, która znajduje się w jeszcze głębszym kryzysie, niewykluczone, że do takiego przesilenia dojdzie jeszcze przed końcem kadencji.


[1] Więcej w artykule „Groko – powrót niechcianej koalicji”.

[2] Więcej w artykule „Angela Merkel na celowniku”.


Przeczytaj też :
M. Kędzierski, Angela Merkel na celowniku
M. Kędzierski, GROKO – Powrót niechcianej koalicji
M. Kędzierski,  Niemcy po wyborach do Bundestagu: wyboista droga na Jamajk?
M. Kędzierski, Wybory do Bundestagu: scenariusze koalicyjne, czyli z kim będzie rządzić Merkel?
M. Kędzierski, Wybory do Bundestagu: Po raz czwarty Merkel?

Michał Kędzierski – Absolwent studiów drugiego stopnia w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego (2015). Stypendysta Międzynarodowego Stypendium Parlamentarnego IPS 2016 w niemieckim Bundestagu. W latach 2012-2014 redaktor Przeglądu Spraw Międzynarodowych Notabene, a w latach 2012-2016 redaktor Portalu Spraw Zagranicznych, w którym od 2015 roku pełnił funkcję szefa działu Europa i Unia Europejska. W latach 2014-2016 współpracował przy redakcji „Biuletynu Niemieckiego”, wydawanego wspólnie przez Centrum Stosunków Międzynarodowych oraz Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej. W 2016 roku odbył staż w niemieckim Bundestagu.

 

ANGELA MERKEL NA CELOWNIKU

MICHAŁ KĘDZIERSKI

Jeszcze pod koniec wakacji wydawało się, że Angela Merkel najtrudniejsze chwile ma już za sobą i spokojnie może przygotowywać się do przyjęcia teki kanclerza po raz czwarty. Na początku września sondaże dawały CDU/CSU 37-38% poparcia i bezpieczną kilkunastoprocentową przewagę nad SPD. Również indywidualne poparcie dla Merkel było wysokie. 63% Niemców było zadowolonych z jej pracy, a 54% wybrałoby ją na kanclerza, gdyby mogli obsadzać ten urząd w wyborach bezpośrednich. W zapomnienie poszły błędy popełnione podczas kryzysu migracyjnego, a Martin Schulz okazał się nie być wymagającym przeciwnikiem. Czytaj więcej