Włoskie epicentrum koronawirusa a europejska gospodarka

PAULINA ANNA WOJCIECHOWSKA

Zaplanowany od ponad miesiąca kilkudniowy wypad do Rzymu stoi pod znakiem zapytania. Koronawirus dotarł do Włoch. Media donoszą o kwarantannie, panice w sklepach, odwoływaniu lotów. „Lepiej nie lecieć” – słyszę co chwilę. Jako, że nie przepadam za panikowaniem, a lubię fakty liczby i tabelki – intensywnie śledzę te właśnie twarde informacje, w tym oficjalne z włoskiej strony. Wynika z nich jasno, że epidemia owszem jest – ale na północy. W chwili mojego odlotu (28 lutego) w całej prowincji Lacjum są 3 przypadki (pierwszy z nich to chińscy turyści z Wuhan), wszystkie 3 wyleczone. Wiem, że choroba raczej nie jest niebezpieczna dla względnie młodej, względnie zdrowej osoby, a ogólna śmiertelność wynosi 1-3%. Oczywiście nie chciałabym także nikogo zarazić, ale zdaje sobie sprawę, że przy obecnej „skali epidemii” prawdopodobieństwa jest niewiele. Moje obawy dotyczą więc nie tyle samego wirusa, co związanej z nim paniki – możliwości odwołania mojego powrotnego lotu lub prawdopodobnej obowiązkowej kwarantanny w szpitalu. Czytaj więcej

PIEKŁO CYWILÓW: MOSUL

PAULINA WOJCIECHOWSKA

Tak zwane “Państwo islamskie” utrzymuje silną pozycję w północnym Iraku, a kolejny miesiąc operacji “odbijania Mosulu z rąk dżihadystów” skutkuje zwiększeniem liczby ofiar konfliktu. Od 19 lutego 2017 r., czyli od momentu rozpoczęcia trzeciej fazy operacji, do 21 maja br., ponad 550 tysiący osób uciekło z zachodniego Mosulu, aby schronić się w obozach dla uchodźców lub punktach awaryjnych (emergency sites). W okolicach miasta jest już przeszło 720 tysiący uchodźców wewnętrznych (internally displaced persons, IDPs). Ponad 200 tysiący osób wciąż pozostaje w Mosulu.

Stolica “kalifatu”

Mosul, stolica prowincji Niniwa i trzecie co do wielkości miasto Iraku (przed wojną liczyło 2 mln mieszkańców), został zajęty przez ISIS/Daesz w czerwcu 2014 roku, a następnie okrzyknięty “stolicą” irackiej część tzw. “państwa islamskiego”. Operacja wojsk irackich i kurdyjskich przeciwko Daesz, wpieranych z powietrza przez USA i koalicjantów, rozpoczęła się 17 października 2016 roku. Miasto było wówczas zamieszkiwane przez około milion osób. “Wybiła godzina zwycięstwa” – oznajmił wtedy w telewizyjnym orędziu premier Iraku Hajder al-Abadi. Do zwycięstwa wciąż jest jednak daleko. Wielomiesięczne walki toczą się na ulicach miasta, ludność cywilna zaś staje się ofiarami – zarówno dżihadystów, jak i nalotów i bombardowań organizowanych przez iracką armię. Czytaj więcej

PROWIZORKA TRWA NADAL – NEPAL PO TRZĘSIENIU ZIEMI

PAULINA ANNA WOJCIECHOWSKA

Większość z nas pamięta te medialne obrazy: 25 kwietnia 2015 roku tuż przed południem doszło w Nepalu do wstrząsów o sile 7,8 w skali Richtera. Epicentrum znajdowało się ok. 50 kilometrów od stolicy kraju, Katmandu. W trzęsieniu ziemi i następujących po nim wielu wstrząsach wtórnych (miały miejsce do połowy maja) zginęło ponad 9 tysięcy ludzi, rannych było ponad 23 tysiące. Bez dachu nad głową zostało ponad 3 miliony osób (na 28 mln populację kraju!). W katastrofie ucierpiało stołeczne Katmandu i środkowa część kraju m.in. wioski w dystryktach Sindhupalchowk i Dolakha, gdzie domy budowane były z gliny i kamienia. Ucierpiały także popularne wśród turystów regiony Langtang i Solo Khumbu, gdzie znajduje się Mount Everest. W wywołanej trzęsieniem ziemi potężnej lawinie, która zeszła do bazy zginęło kilkanaście osób, około 100 wspinaczy zostało uwięzionych powyżej w górnych obozach (wstrząsy zniszczyły ubezpieczenia szlaku). Ofiary śmiertelne odnotowano także w Indiach, Tybecie i Bangladeszu. Było to najsilniejsze od 81 lat trzęsienie ziemi w Nepalu. Czytaj więcej

BIRMAŃSKA DEMOKRACJA – KROK KOLEJNY

PAULINA ANNA WOJCIECHOWSKA

parlament Birmy, licencja CC

Birma – oficjalnie Mjanma. Jeszcze kilka lat temu uznawana za “państwo pariasa”, izolowana przez reżim wojskowy, rządzący nią od 1962 roku. Zacofana gospodarczo, obłożona sankcjami, niemal niedostępna dla zagranicznych turystów.

Kilka lat temu coś jednak zaczęło się zmieniać. Uwalnianie więźniów politycznych, stopniowe otwieranie gospodarki dla zagranicznego kapitału, wybory uzupełniające, w których miażdżące zwycięstwo odniosła opozycja polityczna. Wreszcie – wybory powszechne z listopada 2015 roku.

31 marca 2016 r. urzędujący prezydent Thein Sein – wojskowy, przebrany w cywilny garnitur, złoży urząd. Jak będzie wyglądała raczkująca birmańska demokracja, gdy władzę (choć nie pełnię władzy) przejmą niedawni opozycjoniści? Czytaj więcej

UKRAINA Z PERSPEKTYWY GÓRSKICH SZCZYTÓW

PAULINA ANNA WOJCIECHOWSKA

Podejście pod najwyższy szczyt Beskidów – Howerlę, znajdującą się w ukraińskim paśmie Czarnohory, jest dość wymagające. Może nie byłoby tak źle, gdyby nie kilkunasokilogramowy plecak. Mijający nas Ukraińcy przyglądają nam się ze współczuciem, mówią, że jeszcze daleko. Ich stroje kontrastują mocno z naszymi, chyba dopiero na szczycie zobaczyłam kogoś w górskim obuwiu za kostkę, reszta wygląda jakby przyszła tu prosto z miejskiego deptaka. Przecząc jednocześnie teoriom niektórych “korpo-ludków”, którzy twierdzą, że nie mogą jeździć w góry, bo nie mają wodoszczelnych butów, odzieży termicznej, soft shelli i innych cudów techniki Czytaj więcej

CO Z TĄ ZMIANĄ? BIRMAŃSKA NARODOWA LIGA NA RZECZ DEMOKRACJI SZYKUJE SIĘ DO WYBORÓW

PAULINA WOJCIECHOWSKA

8 listopada w Birmie/Mjanmie odbędą się wybory – pierwsze niemal demokratyczne wybory od ponad dwóch dekad. Wybrani zostaną przedstawiciele narodu do Izby Wyższej (AmyoThar Hluttaw) oraz Izby Niższej (Pyithu Hluttaw) – łącznie do obsadzenia jest 440 miejsc, a także przedstawiciele parlamentów lokalnych. Razem z wyborami obędzie się referendum odnośnie zmian w Konstytucji z 2008 roku, nie spełniającej już oczekiwań ani Birmańczyków ani społeczności międzynarodowej. Głosowaniu nie będą jednak poddawane kluczowe dla opozycji zapisy – wciąż 25% miejsc w parlamencie zagwarantowanych jest dla wojskowych, a lider opozycji, Aug San Suu Kyi nie ma możliwości kandydować na prezydenta (ten jest wybierany przez parlament po wyborach). Zmiana konstytucji wymaga większości ponad 75% głosów, więc nawet gdyby opozycja powtórzyła sukces z 2012 roku i obsadziła niemal wszystkie miejsca w obu izbach – wciąż będzie musiała liczyć się z armią – rządzącą Birmą od 1962 roku i robiącą wszystko by zachować silną pozycję, nawet w obliczu “odwilży”. Czytaj więcej

NA POŁUDNIE OD LAMPEDUSY – LIBIA, PAŃSTWO UPADŁE (?)

PAULINA WOJCIECHOWSKA

Fot: Michel Reimon/Eva Glawischnig-Piesczek/Facebook

Korytarz prowadzący do sali plenarnej Parlamentu Europejskiego i długa lista nazwisk. Nie gości, dziennikarzy, czy innych ważnych osobistości. Lista ofiar – długa na 100 metrów, zawierająca nazwiska 17306 imigrantów, którzy w ostatnich latach zginęli na Morzu Śródziemnym płynąc do Europy. Pojawiła się ona w Parlamencie, kiedy seria utonięć stała się wyjątkowo „medialna”. Między 13 a 20 kwietnia zginęło bowiem ponad 1200 osób, płynących głównie z Libii. Jednak niewielka część z nich to Libijczycy. Do ogarniętej wojną Libii przez niestrzeżone granice na pustyni napływają uchodźcy z innych państw regionu (głównie Erytrei, Etiopii, Somalii, Syrii, Palestyny, Sudanu, Iraku). Organizujący niebezpieczny transport przemytnicy są bezkarni. W Libii bowiem trwa wojna. Czytaj więcej

PRZYWRÓCIĆ ZAUFANIE? EUROPEJSKA UNIA BANKOWA

PAULINA ANNA WOJCIECHOWSKA

Kryzys finansowy i jego późniejsze konsekwencje unaoczniły Europejczykom, że „coś poszło nie tak” i sektor finansowy wymaga głębokiej reformy. Upadające banki (np. w Irlandii czy Hiszpanii) były ratowane przez państwa – tzn. wierzyciele banków, często nieodpowiedzialni inwestorzy, byli finansowani z pieniędzy podatników. Banki te – zbyt duże żeby upaść (too big to fall) – były (i wciąż są) zbyt mocno powiązane ze sobą. W rezultacie obawiano się, że upadek jednej dużej instytucji może szybko pociągnąć za sobą inne (tzw. efekt zarażania). Pomysł Unii Bankowej zainicjowany został w 2012 r. i miał być wzmocnieniem unii gospodarczej i walutowej (UGW) oraz zwiększeniem kontroli nad sektorem finansowym. Unia Bankowa miałaby również za zadanie przywrócić zaufanie, mocno nadszarpnięte w czasie kryzysu. Według głównych założeń systemu to nie podatnicy, lecz akcjonariusze i wierzyciele banków powinni pokrywać straty związane z niewypłacalnością i bankructwem. * Czytaj więcej

MIĘDZY GRUZJĄ A ARMENIĄ. SUBIEKTYWNIE O ZAKAUKAZIU

PAULINA ANNA WOJCIECHOWSKA

„Co w tej waszej Europie jest takiego, czego u nas nie ma? Co ona może mi dać? Europa jest jak ta wasza Conchita – nie wiadomo, czy to chłopiec czy dziewczynka. Byłem we Francji, kilka miesięcy w Paryżu to się napatrzyłem. Ja nie chcę tak żyć” – Rozmowa z naszym ormiańskim taksówkarzem, wiozącym nas z Alaverdi do Tbilisi nie wiedzieć czemu zeszła na tematy politycznie. Dyplomatycznie milczymy. Taksówkarz z lekką pogardą pokazuje oszklony budynek gruzińskiej policji; w Armenii to wciąż milicja. Nad nami lecą F-16, za chwilę przejeżdżamy obok natowskiej bazy. Kilkanaście kilometrów od kraju, w którym nie jest trudno natknąć się na pojazdy zmierzające do baz rosyjskich. Taksówkarz powtarza słyszany tu i ówdzie pogląd, że niepotrzebnie ta Gruzja dąży do NATO, Putin jej przecież tam nie puści…

Armenia i Gruzja mogą się wydawać podobne głównie z podróżniczej perspektywy. Przeciętnego turystę przerażają alfabety (zwane potocznie “szlaczkami”), a zachwycają bardzo stare, pięknie położone kościółki oświetlone wewnątrz jednie blaskiem świec. Oba państwa z bogatą i długą historię, oba przyjęły chrześcijaństwo jako pierwsze i drugie państwo na świecie – ale tylko Ormianie przypominają nam o tym na każdym kroku (przed wyjazdem do tego kraju należy raz na zawsze zapamiętać – 301 r.n.e!). Także w Armenii jesteśmy częściej szkolone zarówno z historii jak i współczesnych stosunków międzynarodowych, a w jednej z restauracji w centrum Erywania zdarzyło nam się nie dostać hasła do wi-fi kiedy jedna z nas poprosiła o turkish coffe (dowiedziałyśmy się wtedy że taka caffe jest armenian). I w Armenii i w Gruzji chaos, spontaniczność, gościnność… a także upodobanie do bardzo mocnych trunków są bardzo podobne. Jednak nawet podczas zwykłych rozmów, które odbywa turysta zapraszany często do domów, przebija fakt, że Ormianie wciąż zapatrzeni są w przeszłość, a Gruzini – myślą o rozwoju i patrzą w przyszłość. Nie jestem wielką specjalistką od Kaukazu Południowego – przede mną wiele książek i godzin w internecie zanim zacznę więcej rozumieć – chciałabym jednak podzielić się kilkoma spostrzeżeniami i efektami prób zrozumienia tych wszystkich różnic. Czytaj więcej

RACZKUJĄCE FINANSE MUZUŁMAŃSKIE W INDIACH

PAULINA WOJCIECHOWSKA

W lipcu 2014 roku Bank Rezerw Indii (Reserve Bank of India, RBI – bank centralny) rozpoczął przegląd przepisów dotyczących bankowości muzułmańskiej. Bank centralny powołał wewnętrzny komitet do zbadania tej sprawy. Obecnie Banking Regulation Act z 1949 r. (dokument był wielokrotnie nowelizowany) nie zezwala instytucjom muzułmańskim na prowadzenie działalności w tym kraju. Liczba wyznawców islamu w Indiach szacowana jest na około 138 mln osób (13,4% ludności), co sprawia, że jest to największa mniejszość muzułmańska na świecie. Podkreślić jednak należy, że statystyczny muzułmanin jest słabiej wykształcony i biedniejszy niż przeciętny Indus. Różnica widoczna jest także w dostępie do usług bankowych. Czytaj więcej