Nowy start czy falstart?

MICHAŁ KĘDZIERSKI

22 stycznia 2019 r. w Akwizgranie kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Emmanuel Macron podpisali niemiecko-francuski traktat o współpracy i integracji. Ceremonia odbyła się w 56. rocznicę zawarcia Traktatu Elizejskiego (1963 r.), który stał się nie tylko fundamentem rozwoju bliskich stosunków niemiecko-francuskich po II wojnie światowej, ale także wyrazem pojednania i przyjaźni między narodami po latach wyniszczających wojen. Wybór Akwizgranu, niegdysiejszej stolicy państwa Karola Wielkiego, jako miejsca podpisania nowego traktatu nie był przypadkowy. W ten sposób wysłano sygnał, że Francja i Niemcy nawiązują do czasów wspólnej państwowości i zaznaczono wagę współpracy obu tych państw dla przyszłości integracji europejskiej. Czytaj więcej

Szczyt NATO 2018 – wnioski z brukselskiego spotkania

Mikołaj Rogalewicz

W lipcu w Brukseli odbył się szczyt NATO (11-12 lipca). Podjęto na nim szereg decyzji, które w założeniu mają wzmocnić możliwości odpowiedzi Sojuszu na zagrożenia oraz zwiększyć wiarygodność odstraszania. W ramach szczytu zdecydowano się na kontynuowanie oraz zwiększenie wsparcia finansowego dla misji w Afganistanie. Poruszono też kwestie Gruzji i Ukrainy.

Przebieg szczytu

Szczyt rozpoczął się od prowokacyjnych wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa podczas śniadania z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem. Prezydent USA skrytykował przy tym Niemcy za umowę z Rosją dotyczącą budowy gazociągu Nord Stream 2. Uznał, że Niemcy zachowują się niekonsekwentnie, z jednej strony podpisując ogromną umowę z Rosją i płacąc jej miliardy dolarów, a z drugiej oczekując obrony ze strony Stanów Zjednoczonych w ramach NATO. Dodał też, że Niemcy są ,,całkowicie kontrolowane’’ przez Rosję, mając na myśli brak dywersyfikacji dostaw gazu (ok. 60% gazu sprowadzanego do Niemiec pochodzi z Rosji). Przypomniał również, że Niemcy wciąż nie przeznaczają 2% swojego PKB na obronność, jednocześnie zaznaczając, że USA przeznaczają obecnie na wydatki wojskowe 4,2% PKB.

Ostra krytyka Donalda Trumpa w stosunku do Niemiec została później nieco złagodzona. Podsumowując popołudniowe spotkanie z kanclerz Merkel, na którym omawiane były kwestie wydatków na obronę oraz sprawy handlowe, prezydent Trump stwierdził, że stosunki USA z Niemcami są ,,wspaniałe’’. Czytaj więcej

SZCZYT W SINGAPURZE – NA PRZEŁOM TRZEBA ZACZEKAĆ

MIKOŁAJ ROGALEWICZ

12 czerwca 2018 r. w Singapurze doszło do spotkania Donalda Trumpa z Kim Dzong Unem. Było to pierwsze w historii spotkanie przywódców Stanów Zjednoczonych i Koreańskiej Republiki Ludowo Demokratycznej (KRLD). Szczyt był rezultatem kilkumiesięcznych działań dyplomatycznych obu państw. Główne kwestie, które zostały poruszone podczas rozmów to wzajemne stosunki i denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego.

Korea Północna jako państwo nuklearne

KRLD rozpoczęła swój program nuklearny w latach 90 XX w. Stany Zjednoczone podjęły wówczas próby powstrzymania Korei Płn. przed wejściem w posiadanie broni jądrowej. W 1992 r. podpisana została Wspólna deklaracja o denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego, a w 1994 r. Porozumienie ramowe między Stanami Zjednoczonymi a Koreą Północną. Żadne z tych porozumień nie przyniosło jednak oczekiwanych rezultatów. W kwietniu 2003 r. rozpoczęły się rozmowy sześciostronne prowadzone przez Koreę Północną, Koreę Południową, USA, Rosję, Chiny i Japonię. Doprowadziły one m.in do podpisania porozumienia w Pekinie 19 września 2005 r. w sprawie programu nuklearnego Korei Północnej (North Korea Nuclear Agreement). Porozumienie miało zakończyć kryzys związany z koreańskim programem jądrowym, który rozpoczął się w październiku 2002 r., gdy KRLD zaczęła naruszać postanowienia Porozumienia ramowego z 1994 r., a nasilił się w 2003 r., kiedy KRLD wystąpiła z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) oraz w lutym 2005 r., kiedy ogłosiła się państwem nuklearnym. Czytaj więcej

PRZYSZŁOŚĆ POLITYCZNA LIBII PO WOJNIE DOMOWEJ

KATARZYNA KOZON

W latach 2010-2012 miała miejsce tzw. arabska wiosna. W wielu państwach bliskowschodnich i afrykańskich doszło do masowych protestów wymierzonych przeciwko dyktatorom. Wystąpienia społeczne miały miejsce m.in. w Libii, Egipcie, Tunezji, Kuwejcie i Syrii. W niektórych krajach protesty przebiegły łagodnie. W innych, tak jak w Libii, doszło do wojny domowej, która zyskała wymiar międzynarodowy. Obywatele krajów dotkniętych rewolucją protestowali przeciwko autorytarnym rządom, bezrobociu i korupcji. Domagali się zmiany władzy oraz poprawienia warunków bytowychNiedługo po protestach zorientowano się jednak, że obalenie niektórych dyktatorów niekoniecznie przyniesie demokrację i dobrobyt, a wręcz przeciwnie – może wprowadzić chaos. Stało się tak po obaleniu Husniego Mubaraka w Egipcie, a także podczas rewolucji w Syrii wymierzonej przeciwko partii Baas oraz w Libii po protestach przeciw Mu’ammarowi Kaddafiemu. Obecnie zamiast reformy ustroju w krajach dotkniętych protestami arabskiej wiosny wciąż toczy się walka o wpływy, a potrzeby obywateli brane są pod uwagę tylko przy formułowaniu populistycznych sloganów. Czytaj więcej

POLITYKA DONALDA TRUMPA WOBEC ISIS

KATARZYNA KOZON

Jednym z głównych tematów kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa była walka z radykalnym islamem oraz terroryzmem, zwłaszcza z tzw. Państwem Islamskim (ISIS). Podczas kampanii, D. Trump obiecał wszczęcie zdecydowanych działań zbrojnych przeciwko ISIS oraz stworzenie nowej skutecznej strategii, która uwolniłaby Bliski Wschód od trwającej już kilka lat wojny. Kluczowym jej elementem miało być zaskoczenie. Niedługo mija rok prezydentury Trumpa, wydaje się więc, że jest to dobry moment, aby podjąć próbę odpowiedzi na pytanie: czy dotychczasowe działania Donalda Trumpa odróżniają go znacznie od jego poprzednika? Czytaj więcej

Szczyt G20 w Hamburgu: protesty, światowa gospodarka, Trump versus Putin versus Unia Europejska. Czy szczyty mają sens?

Dr Karolina Libront, Ekspert ds. Niemiec i bezpieczeństwa międzynarodowego CIM

Pierwsze spotkanie ministrów finansów państw 20 największych światowych gospodarek odbyło się w 1999 r. w Niemczech. Od 2008 r. szczyty odbywają się w gronie głów państw. Obecnie produkt krajowy brutto największej dwudziestki stanowi ponad 80% światowego PKB, a ich populacja to niemal dwie trzecie populacji całego świata.

Po kilkunastu latach historia zatoczyła koło i 7 i 8 lipca 2017 r. to Niemcy ponownie były gospodarzem szczytu G20. Hamburska konferencja przebiegła pod znakiem niespodziewanie gwałtownych protestów, spotkania między Donaldem Trumpem i Władimirem Putinem, wzrostu gospodarczego, handlu międzynarodowego oraz polityki klimatycznej i energetycznej.

Czy jednak wypracowane porozumienia będą wypełniane? Czy szczyty G20 to tylko miła okazja do wspólnego pozowania do zdjęć?

Protesty i spotkania w kuluarach

Już na kilka tygodni przed szczytem na ulicach Hamburga nie było spokojnie: doszło do kilkunastu podpaleń samochodów i linii kolejowych, przypisywanych radykalnym ugrupowaniom lewicowym. Na protest przeciw spotkaniu głów państw do miasta przyjechały tysiące anarchistów i alterglobalistów, również spoza Niemiec.

W czasie szczytu kilkanaście tysięcy osób demonstrowało głównie przeciw kapitalizmowi, uosobionym przez światowych liderów gospodarczych oraz m.in. przeciw obecności głów niedemokratycznych reżimów, jak Chiny czy Turcja. Protesty miały gwałtowny przebieg: setki uczestników i niemal pół tysiąca policjantów zostało rannych, niektórzy goście szczytu zostali uwięzieni w hotelach. Doszło do wielu chuligańskich występków – w tym niszczenia architektury miejskiej, podpaleń dziesiątek samochodów i plądrowania sklepów. Policja używała armatek wodnych i gazu łzawiącego, by rozpędzić agresywny tłum. Zatrzymano kilkaset osób. Miasto po szczycie przypominało krajobraz jak po bitwie ulicznej.

Wydaje się, że na opinii społecznej to właśnie te protesty wywarły większe wrażenie niż treść zawartych porozumień. Od kilku lat opisywane jest zjawisko radykalizowania się prawicy. W Hamburgu doszło do największego wybuchu lewicowego radykalizmu od wielu lat. Wzrost aktywności takich ruchów przewidywał m.in. Thomas Piketty, francuski ekonomista, który od kilku lat pisze o zagrożeniach związanych ze wzrostem nierówności, biedą i gromadzeniem kapitału w rękach niewielkiej grupy.

W pierwszy dzień szczytu doszło do pierwszego bezpośredniego spotkania prezydentów USA i Rosji. Trwało ono ponad dwie godziny – co oznacza, że zaistniało bardzo dużo kwestii do omówienia. Sporną sprawą była m.in. ingerencja rosyjska w amerykańskie wybory prezydenckie. Wypowiedzi obu głów państw po spotkaniu nie były jednak do końca zbieżne. Władimir Putin sprzeciwił się zarzutom, a Donald Trump zapowiedział powołanie wspólnej jednostki cyberbezpieczeństwa.

Prezydenci rozmawiali też m.in. o Ukrainie – w tym zakresie ustanowiono dwustronny kanał komunikacji. Jednocześnie Rex Tillerson (obecny sekretarz stanu) wyraził rozczarowanie dotychczasowymi postępami Rosji w realizacji ugody mińskiej z 2015 r. i deeskalacji sytuacji w Donbasie. Podobne zdanie wyrażono podczas spotkania w formacie normandzkim (przywódców Niemiec, Francji i Rosji). W trakcie szczytu ogłoszono również amerykańsko-rosyjskie porozumienie o zawieszeniu ognia w południowo-zachodniej Syrii. Rosja nie zrezygnowała jednak ze wspierania prezydenta Syrii Baszara el-Asada.

Ustalenia szczytu

Ostatnie spotkanie grupy G7 we włoskiej Taorminie zakończyło się bez porozumienia, jedynie z lakonicznym komunikatem końcowym i otwartym konfliktem między USA a resztą uczestników w kwestii polityki klimatycznej. Szczyt hamburski również nie był przełomowy. Gospodarz (RFN) musiał zrezygnować z kilku ambitniejszych zapisów, jednak ostatecznie udało się wynegocjować wspólny dokument.

Hasłem tegorocznego szczytu było „Kształtowanie zglobalizowanego świata”, a liderzy zastanawiali się, jak skuteczniej pomagać ludziom w czerpaniu korzyści z możliwości, jakie daje globalizacja gospodarcza.

Deklaracja końcowa porusza następujące tematy:

  • dzielenie się korzyściami z globalizacji,
  • budowanie odporności,
  • lepsze zrównoważone zabezpieczanie egzystencji,
  • branie odpowiedzialności.

Za tymi hasłami kryją się zobowiązania dotyczące m.in. budowy otwartego i odpornego systemu finansowego, współpracy w sferze podatkowej i przejrzystości finansowej, problemu nadmiernych mocy w przemyśle stalowym, współpracy z Afryką. W odniesieniu do kryzysu uchodźczego zadeklarowano dalszą koordynację w przeciwdziałaniu przemytnikom i handlarzom ludźmi oraz wspólną walkę z przyczynami migracji – stanowi to powtórzenie zobowiązań z poprzedniego szczytu. Dodatkowo przyjęto plan działania w celu zwiększenia współpracy antyterrorystycznej.

Zapisy deklaracji końcowej i towarzyszących aktów oraz komunikatów nie stanowią przełomu, raczej sugerują kontynuację współpracy rozwiniętej w poprzednich latach oraz odwlekanie rozwiązania istniejących problemów.

Kluczowe sformułowania – m.in. te w zakresie protekcjonizmu gospodarczego i walki z nieuczciwymi praktykami w handlu – są tak pojemne, że każdy uczestnik może interpretować je na własny sposób. Mimo uznania decydującej roli międzynarodowego systemu opartego na regułach Światowej Organizacji Handlu (WTO), wyrażono jednocześnie prawo państw do stosowania „instrumentów obrony” w handlu. Takiego zapisu wymagała administracja amerykańska; osłabia on anty-protekcjonistyczne zobowiązania G20.

Tym samym kwestia konfliktu między USA a UE czy Chinami na kanwie polityki America first obecnej administracji w Waszyngtonie została odroczona, lecz nie rozwiązana. Donald Trump deklaruje wciąż „przymknięcie” amerykańskiego rynku stali (na którym Stany Zjednoczone zmagają się z nadprodukcją i tańszą konkurencją) oraz wprowadzenie protekcjonistycznych uregulowań dotyczących branży samochodowej. W odwecie Komisja Europejska przygotowuje własne projekty ograniczeń. Wydaje się, że Stany Zjednoczone pozostają w pewnej izolacji. W przededniu szczytu, UE i Japonia porozumiały się co do umowy o wolnym handlu (negocjacje ułatwiło wycofanie się USA z transpacyficznej umowy TPP). Dzień później UE i Kanada ogłosiły, że ich umowa o wolnym handlu CETA wejdzie w życie już we wrześniu 2017 r.

W odniesieniu do kwestii energii i klimatu liderzy oficjalnie przyjęli do wiadomości wycofanie się USA z porozumienia paryskiego, jednocześnie oświadczając, że porozumienie paryskie jest nieodwracalne. Zaaprobowano klimatyczno-energetyczny plan działania G20 na rzecz wzrostu. Jednakże, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zasygnalizował, że w obliczu wycofania USA z porozumień paryskich obawia się o powodzenie ratyfikacji zobowiązań klimatycznych w tureckim parlamencie. Jednocześnie prezydent Francji Emmanuel Macron zadeklarował zwołanie kolejnego szczytu paryskiego jeszcze w tym roku.

Czy spotkania G20 mają sens?

Nierzadko spotyka się opinię, że spotkania na szczycie G20 w zasadzie niczemu nie służą. Przywódcy składają wiele pięknych zapewnień, lecz ich nie dotrzymują. Czy tak właśnie jest? Cóż, badania przeprowadzone przez Johna Kirtona pokazują, że jest wręcz odwrotnie.

Prof. Kirton przeprowadził dokładne, systematyczne badania statystyczne spotkań G20. Wyliczył, że od 2008 r. przywódcy złożyli 1926 konkretnych zobowiązań politycznych. Przeciętnie w okresie między jednym a drugim szczytem państwa G20 wypełniły aż 72% z nich, a pozytywny trend się utrzymuje.

Interesujące jest rozbicie wyliczeń na poszczególne kategorie. Poniżej przedstawiono wybrane z nich w formie tabeli.

Źródło: Opracowanie własne na podstawie badania J. Kirtona (dostęp: 7 lipca 2017 r.).

Jak widać, szklanka jest więcej niż do połowy pełna. Wysoki stopień wypełniania zobowiązań (ponad 80%) cechował trzy obszary: prace nad odpornością gospodarki światowej, w tym konkretne zobowiązania z dziedziny polityki makroekonomicznej; kwestie dotyczące migrantów i uchodźców oraz walkę z terroryzmem. Z drugiej strony, w niektórych obszarach obietnice wypełniano mniej chętnie (średnio poniżej 60%) – dotyczyło to walki z korupcją, partnerstwa z Afryką oraz cyfryzacją.

Podsumowanie

Szczyt G20 był interesujący z kilku powodów. Po pierwsze, masowe i gwałtowne protesty anarchistów i alterglobalistów świadczą o przebudzeniu radykalnej lewicy, być może jako odpowiedź na prawicowy ekstremizm, a na pewno jako odpowiedź na coraz bardziej nierówną redystrybucję dóbr w skali globalnej oraz rozwierające się nożyce dochodu – bogatsi stają się coraz bogatsi, a biedniejsi popadają w coraz większą nędzę.

Po drugie, szczyt dowiódł pewnej izolacji Stanów Zjednoczonych. Odmienne stanowisko USA zaznaczyło się przede wszystkim w tematyce klimatu i energii, a także wolnego handlu. Co ciekawe, nie tylko Stany Zjednoczone mają dosyć protekcjonistyczną retorykę, ale jako jedyne stanęły w opozycji do reszty grupy. Mimo różnic udało się jednak podpisać wspólną deklarację końcową, choć jej kształt na pewno zawiera mniej ambitne zapisy, niż zakładali gospodarze – Niemcy.

Po trzecie, szczyt przyniósł porozumienie USA-Rosja dotyczące zawieszenia broni w części Syrii. Jednocześnie nie poczyniono żadnych postępów w sprawie konfliktu między Rosją a Ukrainą. Mimo to można uznać, że doszło do pewnego przełamania izolacji Rosji w jej relacjach z Zachodem.

Teraz pozostaje monitorować stopień wykonania zobowiązań.

 

 

 

PIEKŁO CYWILÓW: MOSUL

PAULINA WOJCIECHOWSKA

Tak zwane “Państwo islamskie” utrzymuje silną pozycję w północnym Iraku, a kolejny miesiąc operacji “odbijania Mosulu z rąk dżihadystów” skutkuje zwiększeniem liczby ofiar konfliktu. Od 19 lutego 2017 r., czyli od momentu rozpoczęcia trzeciej fazy operacji, do 21 maja br., ponad 550 tysiący osób uciekło z zachodniego Mosulu, aby schronić się w obozach dla uchodźców lub punktach awaryjnych (emergency sites). W okolicach miasta jest już przeszło 720 tysiący uchodźców wewnętrznych (internally displaced persons, IDPs). Ponad 200 tysiący osób wciąż pozostaje w Mosulu.

Stolica “kalifatu”

Mosul, stolica prowincji Niniwa i trzecie co do wielkości miasto Iraku (przed wojną liczyło 2 mln mieszkańców), został zajęty przez ISIS/Daesz w czerwcu 2014 roku, a następnie okrzyknięty “stolicą” irackiej część tzw. “państwa islamskiego”. Operacja wojsk irackich i kurdyjskich przeciwko Daesz, wpieranych z powietrza przez USA i koalicjantów, rozpoczęła się 17 października 2016 roku. Miasto było wówczas zamieszkiwane przez około milion osób. “Wybiła godzina zwycięstwa” – oznajmił wtedy w telewizyjnym orędziu premier Iraku Hajder al-Abadi. Do zwycięstwa wciąż jest jednak daleko. Wielomiesięczne walki toczą się na ulicach miasta, ludność cywilna zaś staje się ofiarami – zarówno dżihadystów, jak i nalotów i bombardowań organizowanych przez iracką armię. Czytaj więcej

#EU60: CZAS ZREFORMOWAĆ NARRACJĘ ANTYTERRORYSTYCZNĄ UE?

WOJCIECH PAWLUS

Tylko w ostatnich dwóch latach w Europie doszło do kilku incydentów bezpieczeństwa, z których większość została zaklasyfikowana jako zamachy terrorystyczne. Zamach na redakcję Charlie Hebdo (styczeń 2015), zamachy paryskie (listopad 2015), zamachy w Brukseli (marzec 2016), zamachy w Nicei (lipiec 2016), zamach w Berlinie (grudzień 2016), wreszcie zamach w Londynie w marcu tego roku.

Co prawda, Wielka Brytania – po prawie 50 latach członkostwa – opuści Unię Europejską, ale to właśnie te marcowe wydarzenia w dzielnicy parlamentarnej Westminster w Londynie pokazują najdobitniej, jak dużym problemem dla polityków europejskich jest zarządzanie kryzysowe, i jak nieskutecznie kierują oni przekazem społecznym o działaniach terrorystycznych. Od Nicei, przez Brukselę, po Londyn Europejczykami rządzi bowiem strach i sensacja, a nie chłodnia kalkulacja i obojętność, które byłyby dowodem na skuteczną walkę ze zjawiskiem terroryzmu. Czytaj więcej

#EU60: EUROPA WIELU MILITARNYCH PRĘDKOŚCI?

GRZEGORZ GOGOWSKI

Niedawna 60. Rocznica podpisania Traktatów Rzymskich jest postrzegana jako dobra okazja do dyskusji nad reformami, których tak bardzo potrzebuje Unia Europejska. W dziedzinie obronności, potrzeba takiej formy istniała od początku procesu integracji europejskiej. Ze względu na odmiennie i trudne do pogodzenia podejścia państw członkowskich oraz możliwość korzystania z gwarancji amerykańskich – pomimo kilku prób – nie została ona jednak zrealizowana.

Warto zwrócić uwagę na zagadnienie istotne dla właściwego rozumienia problematyki integracji obronnej Europy. Opierając się na nazewnictwie stosowanym w oficjalnych dokumentach unijnych, należy odróżniać „bezpieczeństwo” od „obrony”. Zgodnie z ową praktyką obronę rozumie się jako dziedzinę obejmującą planowanie i użycie siły wojskowej, podczas gdy bezpieczeństwo odniesiono do spraw „miękkich”, takich jak zaopatrzenie w broń i rozbrojenie. Z punktu widzenia tego rozróżnienia Wspólna Polityka Bezpieczeństwa i Obrony (WPBiO), stanowiąca obecnie platformę rozwoju integracji militarnej państw członkowskich UE, została skoncentrowana na problematyce bezpieczeństwa, jedynie w niewielkim stopniu notując postęp w dziedzinie obrony. Dobrze wpisuje się to w polityczną rzeczywistość, w której większość państw europejskich preferuje pozostawienie działań militarnych w kompetencjach NATO, uznając że UE powinna prowadzić wyłącznie działania o niskiej intensywności. W ten sposób z WPBiO uczyniono mało efektywny instrument jedynie w niewielkim stopniu wykorzystujący swoje potencjalne możliwości. Przez co, często podnoszona w dyskursie europejskim potrzeba uzyskania przez UE „strategicznej autonomii”, wydaje się całkowicie nierealna. Czytaj więcej

NARUSZONE BEZPIECZEŃSTWO I GRUNTOWNE ZMIANY U STERÓW WŁADZY: PODSUMOWANIE 2016 ROKU NA BLOGU CIM

BARBARA MARCINKOWSKA, REDAKTOR NACZELNA  BLOGA CIM

Nowy rok na blogu CIM zaczynamy od podsumowania tego, co było dla nas ważne w roku 2016. A działo się dużo. Sytuacja na arenie międzynarodowej stale dostarczała nam tematów do pisania, zarówno tych z zakresu bezpieczeństwa międzynarodowego, jak i dotyczących sytuacji politycznej wybranych państw. Czytaj więcej